luksusowy blog filmowy



Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl
RSS
niedziela, 11 listopada 2012
Pokłosie

Każdy głupi dobrze wie, że filmy nasze polskie, jeśli tylko chcą być filmami porządnymi i z jakimś sensem, to potrafią i robią to po prostu ewidentnie. Były już przecież nakręcone właśnie takie. Niektóre to zupełnie dawno, a część natomiast całkiem niedawno, prawie że wczoraj. Mógłbym napisać wręcz, że te najnowsze, co widziałem dobre filmy polskie, to pamiętam je, jakby one były dokładnie dziś. Tylko, że widzicie, one w moją głowę tak głęboko się wkopały, bo jest ich po prostu mało! Dużo znam bardzo dobrych filmów amerykańskich ze Stanów Zjednoczonych, albo europejskich z Włoch, czy chociażby z tej całej Francji. Ale nie pamiętam ich jak dziś, bo jest ich za dużo. A głowę mam przecież nie jak dynia, wielką i bez dna, ale normalną, więc mogę chyba po ludzku coś zapomnieć. Także tego. To napiszę więc dzisiaj o tym dobrym kinie polskim. Będzie mało tekstu, bo jest mało takich filmów.

"Jesteś Bogiem" - to już pisałem srecenzję wcześniej, więc wiadomo. Tylko jak później w końcu obejrzałem ten film, to się okazało, że wcale nie jest taki dobry, jak pisałem. Bo na przykład jest tak, że facet w domu siedzi, wstaje, ubiera się, otwiera drzwi, wychodzi, zamyka drzwi, wychodzi z bloku, podchodzi do samochodu, szuka kluczy, otwiera drzwi, wchodzi, zamyka, włącza silnik i jedzie. No trzymajcie mnie! Ja już nie chcę marnować nigdy więcej czasu na coś takiego! Czemu nie można zrobić, że jest w domu, a potem od razu jedzie??? Czy ja jestem taki głupi, że pomyślę: "Ale jak on to zrobił???". Jestem ewidentnie inteligentnym widzem, jak każdy Polak! Dlatego dałem sobie postanowienie, i to pisemne, że od teraz, jak mi się film nie będzie podobać, polski czy nie polski, to już nigdy się nie zmuszę, żeby do końca obejrzeć, tylko po prostu wyjdę z kina, albo wyłączę. I "Jesteś Bogiem" wyszedłem z kina.

"Bez wstydu" - jest to film kinowy, na którym nie byłe w kinie, tylko obejrzałem go w domu. Bardzo są ładni aktorki i aktorzy, pięknie seksowni i spoceni, ale tutaj też nie obejrzałem do końca. I nie chciało mi się nawet myśleć, dlaczego go wyłączam.

"Pora mroku" - jest to film, który może i straszyć, a może i nie straszyć. Ale raczej nie. Więc też go wyłączyłem, i to zaraz na początku, bo się bałem, że mnie nie przestraszy.

"Pociąg" - jest to film, który za każdym razem, jak go oglądam, to do samego końca. Do samego Helu z nimi jadę!

"Krzyżacy" - jest to film, który za każdym razem, jak leci w telewizji, to nie oglądam do końca, tylko wychodzę do kuchni pomagać mamie robić obiad świąteczny, bo popołudniu zawsze przychodzą babcia i dziadek. Ale wiem, jak to było z tą bitwą, bo w szkole miałem historię.

"Miś" - jest to film, który za każdym razem, jak jego trafiam w telewizji, to od środka, więc nie wiem jak się zaczyna. To znaczy wiem, bo czytałem. Ale koniec zawsze oglądam. Więc mogę napisać, że oglądam go zawsze do końca.

"W sypialni" -  jest to film, który obejrzałem od początku do zupełnego końca. I to nie dlatego, że jest ewidentnie krótki, bo składa się z jakichś 80 minut tylko! Zostałem ładnie zaciekawiony i sobie różne pytania zadawałem w środku moim, w mojej głowie, że ciekawe, kim ona jest ta cała Edyta? A może jest bezdomna albo coś? Ciekawe, czy tak jak ja lubi kalafior z bułką tartą? I czy widziała już "Pokłosie"? Bo ja nie. Idę jutro, albo pojutrze. Ciekawe, ile dam gwiazdek?

a zdjęcia wziąłem z: prlki.blogspot.com, artbiznes.pl, pinger.pl, film.blog.polityka.pl

sobota, 29 września 2012
Meryl Streep ****

wtorek, 18 września 2012
Jesteś Bogiem ****

Różnych mamy w kinie Bogów i jest ich całkiem sporo. Jakby nie było. Dlatego uważam, że warto oglądać filmy, ponieważ można wówczas zobaczyć, jak niektóre poważne sprawy wyglądają i na przykład, że Bóg to nie musi być od razu dziadek z brodą, że Gandalf. On może być zupełnie inny i niespodziewany! I teraz zrobię przeglądnięcie, jak robili Bogów w kinie reżyserzy swoich filmów. I nie alfabetycznie, tylko jak mi się przypomni. Więc najpierw przypomniał mi się film kinowy pod tytułem...

"Dogma" - jest to komedia, która i śmieszy i bawi. Można przeżyć wspaniałą zabawę w ogóle nie wychodząc z domu, tylko na DVD. Tutaj na końcu jest wielka puenta, ponieważ Boga gra piosenkarka i śpiewaczka, Alanis Morissette, którą wszyscy znamy i uwielbiamy za jej powabny głos. Bardzo to ciekawe, że jest ona kobietą, która gra Boga.

"Bandyci czasu" - jest to również komedia, ale Terry'ego Gilliama, czyli już nie taka śmieszna jak "Dogma", ale bardziej dla inteligentnych. Czyli i dla mnie, i dla Ciebie. To znaczy, że żeby móc się zaśmiać i bawić, to trzeba najpierw pomyśleć na spokojnie i z rozmysłem. Czasem nawet dawno po filmie dopiero zaczniemy się śmiać. Że dajmy na to dzisiaj o 21.46 zobaczę film "Bandyci czasu", a zaśmieję się dopiero po weekendzie, jak będę jechać tramwajem do pracy. I tutaj Boga gra nieznany zupełnie aktor, który robi Jego tak, że wygląda On jak biznesmen i ma nawet neseser. Tak więc, to też jest ciekawe i warto zapamiętać na całe życie.

"Dekalog" - to film, który trwa aż 10 godzin! Ale nie martwcie się, bo ma podzielność na 10 części, więc nie ogląda się "Dekalogu" jakoś źle. Bardzo smutny to film, ale na szczęście gra wiele gwiazd z polskich kin, dlatego jak chce nam się płakać, to jakaś gwiazda daje nam swoje promienie, np. Krystyna Janda albo Janusz Gajos, i jest nam od razu lepiej. I Tobie, i mnie. Mówią ludzie, że Boga gra tutaj Artur Barciś. Ale nie wiem, czy można być tego kompletnie pewnym. Ale jeśli jednak gra Boga, to jest to ciekawe, bo to nie kobieta, ani biznesmen, tylko po prostu nasz Polak!

"Bruce Wszechmogący" - jest to komedia do śmiania, no i do łez. Ale do śmiania i ubawu po pachy bardziej. Boga robi tutaj nie kobieta, ani Polak, tylko aktor tym razem o ciemnej skórze, Morgan Freeman, którego zawsze warto oglądać, nawet w innych filmach, bo dobrze wie, co robi, i zawsze robi to z wielkim talentem. Poza tym grał w "Skazanych na Shawshank", moim ulubionym filmie filmów.

"Monthy Python i Święty Graal" - a tutaj Bóg jest rysunkowy i taki jak Gandalf, także nic więcej nie napiszę, bo każdy już wszystko wie. I Ty, i ja.

Natomiast w filmie "Jesteś Bogiem.", Bogiem to są, jak wiadomo po samiutkim tytule, wszyscy ludzie na widowni, i nawet pan, co puszcza taśmę, i bileciarz, i ktoś tam jeszcze inny. Po prostu wszyscy, co słyszą tę piosenkę! I to właśnie jest zupełna nowość w kinie, której nie można było sobie nigdy wyobrazić! Dlatego daję filmowi najwięcej gwiazdek, bo aż 4: ****

zdjęcia wziąłem z: ofilmie.pl, pachniewicz.wordpress.com, uk.ign.com, muzyka.wp.pl

wtorek, 28 sierpnia 2012
Zakochani w Rzymie *

Rzym jest to takie miasto, że chyba nie ma osoby na całym świecie, która nie widziałaby go przynajmniej na pocztówce albo mapie. I teraz zrobię taką małą zabawę. Gdybym miał poszukać trzy słowa, najbardziej mocno pasujące do Rzymu, to znalazłbym jakie? Takie słowa bym znalazł: kłamać, piersi i bardzo gorąca kula. Są to typowo rzymskie słowa, bardzo znane na całym świecie i pewnie od razu wiecie, dlaczego wziąłem te, a nie jakieś inne. I dlatego właśnie o nich napiszę, bo dobrze wiem, że dobrze jest czytać coś, co się już wie. Wtedy mówi się sobie: "O! A ja to wiem! Hura.". Więc teraz te 3 słowa:

1. Kłamać - po włosku: mentire. Jest taki stary film kinowy bez żadnego koloru pod tytułem: "Rzymskie wakacje". I tam kobieta, która taka jest piękna, że aż uwodzi kogo chce, uwodzi sobie mężczyznę. On również może sobie wszystkie uwodzić, i tu, i tam, to taką, to owaką. No więc oni się poznają i wtedy on ją zaczyna kochać. Więc chce zobaczyć, czy ona aby na pewno jest zupełnie nieskora do kłamania. I wiecie, co jej robi? Każe jej wsadzić rękę do gęby potwora, którego starożytni, rzymscy ludzie pierwotni zamurowali w ścianę! To taki potwór, który wyczuwa, że ktoś nie mówi prawdy i za karę odgryza mu rękę aż do pachy. A jak się mówi prawdę, to potwór nic nie robi, zupełnie jakby jednak nie żył. No i ona wsadza tam rękę... ale czy były krew, żyły i flaki aż do pachy, czy nie, to sami obejrzyjcie.

2. Piersi - po włosku: seno (że jedna pierś). Jest taki stary film kinowy bez żadnego, najmniejszego koloru pod tytułem: "Słodkie życie". I w nim jest kobieta, co uwodzi, jak sobie tylko ona chce. Jest też facet, kompletnie nie gorszy, bo i taką weźmie, i z owaką zatańczy. Raz w nocy idą sobie oni razem na spacer, aż tu nagle ona wskakuje do fontanny, takiej światowo słynnej ze statuami i wodą. I bierze kąpiel aż po prostu taką, jakby była jakąś mokrą Kleopatrą w mleku! Jej piersi wówczas są widoczne jak przed nosem, nawet że pod czarną sukienką. A on nic, tylko patrzy. A co ma robić? Przecież są na rzymskiej ulicy, a nie w hotelu, albo w lesie. Przecież to nie pornus, ludzie!

3. Bardzo gorąca kula - po włosku: molto calda sfera. Jest taki nowy film kinowy pod tytułem: "Anioły i demony". Ze wszystkimi kolorami. I tam na końcu jest bardzo gorąca kula, która prawie niszczy cały świat, ale w ostatniej chwili nie niszczy.

I teraz mam trzy wyrazy z trzech filmów kinowych, które to wyrazy jak komuś podam na całym świecie, nawet małemu dziecku, albo komuś z bezludnej wyspy, to wszyscy będą wiedzieć, że rozchodzi mi się o jakiś film z Rzymem. Natomiast z "Zakochanych w Rzymie" dosłownie nie wiem, jaki mam wziąć wyraz! A to jakby nie było świadczy przecież całkiem znacznie. Myślałem, żeby dać np.: "pod", albo może: "ctrl", ale na siłę też nie będę szukał, w końcu sroce spod ogona nie wypadłem. Czyli, że jak nie znalazłem żadnego wyrazu, to tylko jedna gwiazdka się należy, i to nie za aktorów, albo coś, tylko za po prostu Rzym: *

Dźwięk natomiast w "Zakochanych w Rzymie" opiewam na cztery gwiazdki, gdyż jak w każdym filmie z zachodu, jest on jak zwykle dobry: **** 

A foty wziąłem, że były na filmweb.pl

niedziela, 19 sierpnia 2012
Dziedzictwo Bourne'a **

Chciałbym teraz napisać o Bournie. Jest to zwykły mężczyzna, około 35 lat, też jest wysoki i bardzo szybko biega. Nie pamięta czasami jakichś rzeczy, ale za to dobrze strzela, to kiedy nie pamięta, że ten drugi to jest jego wróg, to przynajmniej zdąży go zastrzelić. Skręcono już o nim 3 filmy, uważam, że bardzo dobre i każdy z nich opiewam na 3-4 gwiazdki. Te filmy się sprytnie spoiły w taką jakby nie patrzeć trylogię. I po trzeciej części wszyscy myśleli, że to już koniec, bo trylogia się stała cała, aż tu nagle do kin weszła następna część, czyli jaka? Czwarta! Podejrzewam, że już widzieliście ten film kinowy, bo premierę miał on 10 sierpnia, porządny kawał czasu temu. To nie wiem, czy jest sens, że mam Wam go jeszcze srecenzować. 

Ale co mi tam, spróbuję! Przecież nie od parady mam tego bloga. Więc czwarta część trylogii o Bournie jest trochę inna od poprzednich. Mianowicie dają nam, i Tobie, i mnie, zupełnie odmiennego aktora głównego, to po pierwsze. Matt Damon nie był taki zły, żeby go zaraz przecież zmieniać, no ale wszyscy doskonale wiemy, i Ty, i ja, że nie był on znowuż taki dobry. Był właściwie to w sam raz, ale na jakieś góra dwie gwiazdki, a jak biegał, to na mocne trzy. Jeremy Renner z kolei, jest już aktorem ze sporo większym talentem, co wyraźnie widać. Więc jemu za grę aktorską daję aż trzy gwiazdki, ale z kolei jego bieganie opiewam tylko na dwie. Matt Damon biegał szybko i nie machał biodrami na boki, a Jeremy Renner biega wolniej i do tego biodrami tak jakoś dziwnie, że to trochę jak aerobik kota wygląda. A to przecież nie jest film o Kobiecie Kot, ludzie! Więc jak zliczyć gwiazdki, to Matt Damon i Jeremy Renner są na zupełnej równi.

Kompletnie jest też różny reżyser, ale napisał scenariusze do poprzedniej całej trylogii, więc jemu wybaczamy. Natomiast czas, ile się ogląda, to jest on tym razem najdłuższy. Albowiem "Dziedzictwo Bourne'a" trwa ponad 2 godziny! Wyobrażacie sobie? A przecież poprzednie trwały najwyżej 1 godzinę i 55 minut. Najwyżej! To samo z muzyką, tam był jeden kompozytor do trzech części, tutaj jest nowy, którego też wszyscy bardzo lubimy, James Newton Howard. Ale nowy, to nowy i niestety, jak się coś zmienia, to trzeba z głową. A nie, na raptusa i bez pomyślunku. Dlatego w ogólnym braniu rzeczy opiewam "Dziedzictwo Bourne'a" na 2 gwiazdki, bo na więcej po prostu nie mogę sobie pozwolić.

Z kolei dźwięk jest dobry. Jak ostatnio we wszystkich z USA filmów, czyli nic nowego, bardziej wszystko stare.

zdjęcia wziąłem z: aceshowbiz.com, themoviebanter.com, pawesome.net

piątek, 27 lipca 2012
Dark Knight Rises **** *

Uwaga! Właśnie nadchodzi największy czas na świecie. Jedno, że robią Olimpiadę, nie aż tak daleko, bo nie w żadnej Azji czy Australii, tylko tutaj, blisko, w bardzo słynnym kraju, gdzie zrobili całe multum filmów o chłopaku z okularami. Ciekawe, czy ktoś będzie miał choć trochę inteligencji i zgadnie, co to za kraj? No więc, nie tylko ta Olimpiada robi wielki czas, ale przecież Batman, że on już teraz jest w tych naszych całych kinach! Nareszcie! "Dark Knight Rises" jest filmem o dorosłym mężczyźnie, który chodzi ubrany w ciekawe rzeczy i wygląda przez to zupełnie, jak jakiś nietoperz, albo kominiarzo-ksiądz z czapką. Filmów o Batmanie zrobili różni reżyserzy już całe mnóstwo, i Burton, i Schumacher, oraz od samego Nolana, aż do innych bardzo wielu, że miejsca by nie starczyło. Jednak najlepszy był oczywiście, że Batman Nolana. I już mówię, dlaczego taki był.

Joel Schumacher jest reżyserem, który robi filmy. Jest on już trochę stary i siwy, jednak ciągle na swojej głowie nosi z tyłu kitek. Bardzo lubi sławnych aktorów, takich jak Michael Douglas, Jim Carrey, Nicole Kidman. Albo na przykład Julia Roberts. Pewnie każdy wie, w jakich filmach ci aktorzy u Joela Schumachera zagrali. A jak nie wie, to po prostu musi się dowiedzieć, bo to jest bardzo ciekawe. Reżyser ten zrobił aż dwa Batmany, czyli tyle, ile Burton, i o jeden mniej od Nolana. Ale tylko o jeden mniej. Burton zrobił Batmany pierwszy, a Nolan trzeci, czyli Schumacher jest drugi, ten pomiędzy nimi.

Tim Burton jest również reżyserem, który robi filmy. Uważam, że również jest już trochę stary, bo jak się weźmie jego zdjęcia, że był młody, to widać, jaką różnicę już w życiu zrobił poprzez swój wygląd. Również on bardzo lubi sławnych aktorów, dajmy na to takich, jak Jack Nicholson, Kim Basinger, no i Christina Ricci. Na pewno, każdy głupi wie, w jakich oni jego filmach zagrali, więc nie piszę tytułów. Oraz oczywiście ma swoich aktorów, że ich kocha najbardziej, jak rodziców i rodzeństwo prawie, czyli Johny Deep i Helena Bonham-Carter. Burton zrobił pierwszy Batmana, i to od razu aż dwa, tzn. kiedyś był serial, ale to się nie liczy. Czyli, że można powiedzieć, że pierwszy pokazał Batmany ekranom kin na całym świecie. 

No i teraz najlepsze nas czeka, bo Christopher Nolan. Jest to reżyser, który stoi w zupełnej różnicy z tamtymi dwoma. Bo raz, że jest on młody jeszcze, właściwie to nawet stosunkowo. Wcale nie lubi takich sławnych aktorów, jak tamci reżyserzy. Tzn. lubi ich, ale mówił mi, że tylko stosunkowo trochę, i że czasem ich nienawidzi. Można napisać, że Christian Bale jest jego ulubionym, bo zagrał u niego trzy razy Batmana, i jeszcze w "Prestiżu", a i tam było go przecież aż dwa! Czyli to razem daje pięć. Trochę jak Burtona Johnny Deep. Ale to różne są teorie na ten temat, nieważne. I teraz najważniejsze. Nolan zrobił Batmana i najbardziej niedawno, i aż trzy razy, i najwięcej zarobił ze wszystkich. I ma zrobić jeszcze 3, że będzie jak George Lucas z "Gwiezdnymi Wojnami', że teraz się nareszcie dowiemy, jak to wszystko wyglądało przed "Batman Begins". Dlatego Nolan wygrywa. Aże olimpiada już jest prawie, to ja mu daję złoty, srebrny i brązowy medal i po prostu czyste zwycięstwo. Brawo i Ave! 

a zdjęcia mam ze stron: pl.wikiquote.org, criticalend.com, geekleagueofamerica.com, moviecarpet.com, http://www.tumblr.com/tagged/the-dark-knight-rises-poster 

 

środa, 18 lipca 2012
Prometeusz *



Różne są filmy, o różnych rzeczach. Czasem nawet bardzo wielu. Wszyscy o tym dobrze wiemy, i Ty, i ja. Jednak te, które są najlepsze i robią później najlepszą historię kina światowego, to są to mianowicie filmy, których jeśli się nie zna, to się powinno je szybko poznać. Bo to po prostu często jest zwyczajny wstyd, że się czegoś nie widziało. A najlepiej obejrzeć te filmy kilka razy, żeby je sobie zaryć w mózg na długo i już zawsze wiedzieć, co dobre. Wtedy bez problemu wyczujemy naszym filmowym sercem, jakich filmów wcale nie oglądać, czyli, że będziemy mieli więcej czasu na te lepsze i najlepsze. Bo nasze fimowe serce nam to tak głośno wybije prosto do samego ucha. Takim właśnie filmem kinowym, o którym mówię, że jest lepszy albo najlepszy, jest "Obcy - 8. pasażer Nostoromo" Ridley'a Scotta z roku 1979. 

 

Film ten kinowy "Obcy" zrobił najjaśniejszą gwiazdę z Sigurney Weaver, która wtedy była jeszcze nikomu nic nie mówiącą aktorką, tyle że po prostu wysoką jak jakaś żyrafa. Z takich wysokich, to jeszcze znam Geenę Davis. I teraz rachu-ciachu, wehikuł czasu, i jesteśmy w roku 2012, niektórzy już umarli, a Ridley Scott zrobił "Prometeusza". Ale do kin w Polsce dopiero teraz on wchodzi, bo przecież było Euro. Cały świat już widział ten nowy film, wszystkie rodziny z dziećmi we wszystkich językach, ale nie, bo my Euro! No i zrobił się taki rezultat, że mamy u nas "Prometeusza" zapóźnionego od całej reszty krajów, kiedy już wcale przecież nie jest nowym filmem, tylko jakimś starym jak świat stoi. Oczywiście ja na niego pójdę. Ale gdyby był nowy, to bym poszedł na niego bardziej mocno. Poza tym uważam, że mi się "Prometeusz" już nie spodoba przez to wszystko, przez to całe czekanie, bo Euro.

 

Tak, bo piszę srecenzję filmu, a go w ogóle nie widziałem. Tylko, że już tyle się przez to opóźnione czekanie o nim naczytałem, że mam tak, jakbym go widział z 10 razy raczej. Posiadam już nawet swoje ulubione sceny oraz wiem, które będą nudne i będę mógł pójść na nich do wc, czyli do toalety. Mogę Wam powiedzieć, kto zagrał źle, a kto ma dobrą rolę i talent aktorski całkiem rzadki. Dlatego uważam, że "Prometeusz" w Polsce jest jedną, wielką zmarnowaną premierą, i gdybym był Ridley'em Scottem przez chociaż jedną chwilę, to bym tu przyleciał w te pędy i zrobił z nami jakiś porządek! Taka jest prawda, tylko nikt jej głośno nie powie. Ale ja właśnie powiedziałem. Tylko ja. Ja!

Dźwięk w filmie kinowym "Prometeusz" opiewam na pięć gwiazdek. Jest bardzo dobry, sami się przekonacie zresztą. I ja też. Jako ostatni ludzie na całym świecie. Pfff...

a zdjęcia wziąłem ze: scriptflags.com i prometheus-movie.com 

środa, 27 czerwca 2012
"Dom w głębi lasu" ****

Dom jest to budynek zwykle bardzo sprzęgnięty z rodziną, czy dajmy na to z jakimś ulubionym psem. Albo z domowym ciastem agrestowym, że ono jest jeszcze ciepłe, jak je mama albo babcia stawia na stole. Że ono paruje zapachem aż do w sumie sufitu. I sąsiedzi nawet czują nosem. Albo na klatce schodowej ludzie też czują nosem, jak idą. A pod stołem pies ciągle merda i merda, gdyż tak nas lubi tylko za to, że w sumie za nic, a wciąż lubi i kocha. Jednak film kinowy pt. "Dom w głębi lasu" jest o kompletnie innym domu, z innej bajki. Byłem na tym filmie w kinie na nocy horrorowej, gdzie widziałem też "Przetrwanie" i "Szepty" i "Hell". I wszystkie te filmy co do jednego były takie, że wiadomo było właściwie, jak one się skończą. Ale "Dom w głębi lasu" to nie. Co to, to nie!

To nie jest żaden z tych filmów, co wiesz o nim, jak się skończy i że Bruce Willis jest duchem. O nie. Co to, to nie! A nawet coś zupełnie więcej, gdyż nie wiesz, co będzie nawet i przed końcem, i zaraz po początku. Cały czas nie wiesz, co będzie zupełnie zaraz! Taki to film inny, niż inne wszystkie. Ciężko jest w sumie napisać coś o tym filmie dokładniejszego, bo bym dawał same sporlejry. A tego nie chcę, bo wiem, że tak się nie robi kinomanom. Dlatego napiszę tylko tyle, że warto iść do kina i każdy, kto ma choć trochę oleju w tej swojej całej głowie i jakąś, nawet byle jaką, ale jakąś inteligencję, to na ten film musi iść. Tylko wcześniej niech obejrzy parę starych horrorów, takich sławnych z lat 70. i 80., to będzie lepiej łapał różne rzeczy i aż normalnie krzyczał, jak ja: "Tak! Hura! Brawo! Ale fajnie!".

Chciałbym jeszcze napisać przy okazji, że ostatnio nie mam co oglądać. Bo ja, to lubię takie filmy, jak: "Obcy", albo "Ścigany", albo "Francuski łącznik", albo "Psychoza" i "Szczęki" i inne. Same fajne, sami sobie przecież widzicie. Więc posiadam w głowie już różne rzeczy, a właściwie to wszystkie, do tego, bym mógł stwierdzić teraz całkiem śmiało, że od dawna już takich filmów Hollywood nam nie robi. A kiedyś robił. A teraz nie robi. A kiedyś robił. Że jednym słowem nie ma co oglądać w tych naszych wszystkich kinach. "Dom w głębi lasu" jest filmem tak, do wielkiego polecenia przyjaciołom i rodzinie i szefowej. Ale to tylko taka zabawa przecież, jak sami zobaczycie. Ale na poważnie, że na serio nakręcić film porządny, to już się chyba nie da. Nie potrafi Hollywood, albo już się mu pokończyły wszystkie nowe scenariusze.

Jest mi smutno, ale bowiem lubię takie filmy, a nie mam już co oglądać, bo wszystko widziałem. I to właśnie sobie sam uzmysłowiłem, jak w "Domu w głębi lasu" wyszła pod koniec taka jedna wielka aktorka. I to było tak, jakby wyszły z nią wszystkie wielkie filmy, co ona w nich zagrała. Ale nie, że "Dom w głębi lasu" zrobił się przez to wielki, tylko, że tamte są teraz jeszcze większe, a "Dom..." jednak mniejszy, niż był. Taki jakby dla lalek. Takie to trudne do napisania jest trochę. A wiecie, co było najlepsze? To, że jak ona wyszła, to w kinie było słychać wszędzie, z każdego bodaj fotela: "Ooo...", że tak wszyscy zaczęli podziwiać. Taką się magię jakąś poczuło kinową, kurczę. I teraz mamy w 2012 roku z Hollywood nic, tylko sequele. Oprócz "Prometeusza", to nawet szkoda kartki na ich plakat. A kiedyś, to raz na każdy rok Hollywood dawało dwa, trzy wielkie filmy, co się je pamięta aż po dzisiaj. A to "Egzorcysta" był, a to "Bliskie spotkania trzeciego stopnia", a to "Trzy dni kondora". A teraz? Pff...

No, a dźwięk, to w filmie "Dom w głębi lasu" naprawdę dobry był. Zresztą, wszędzie w Hollywood mają teraz dobry dźwięk, więc żadna tam dziwota.

foty są z: thebestpictureproject.wordpress.com, tommydtalksmovies.com, mmtorun.pl

niedziela, 03 czerwca 2012
Obcy - 8. pasażer Nostromo ****

Jest teraz ten cały "Prometeusz", który wchodzi do kin wszędzie, tylko przecież nie w Polsce. Albo Oscary, to są pokazywane też wszędzie, że je wszystkim wręczają, tylko oczywiście nie w Polsce. Dlatego teraz tutaj, że niby jestem w poczekalni do premiery "Prometeusza", to dam srecenzję pierwszego filmu, co dał kamień węgielny dla serii o znanym potworze z kosmosu. Tytuł ma ten film oczywiście nie inaczej, jak: "Obcy - 8. pasażer Nostromo". Możecie sobie wierzyć, albo nie, ale ja byłem na nim w kinie. Tak, w kinie. Ale nie przecież w 1979 roku, bo wtedy nie było mnie jeszcze w ogóle nigdzie na świecie. Zresztą i tak pewnie grali go wtedy wszędzie, tylko oczywiście nie w Polsce. Czyli, że ja widziałem ten film w kinie kiedy? Oczywiście, że jakiś niespełna czas temu, bo go wtedy odnowili i wrócili mu różne, bardzo rzadkie sceny. I szczerze? Naprawdę, ale to naprawdę bardzo lubię ten film. Robię to, bo jest on po prostu zwyczajnie wzorowy, i gdyby się uczył w szkole, a ja był bym jego nauczycielem, na przykład dajmy na to takiej fizyki, albo WOS-u, to bym temu filmowi dał pewnie szóstkę, albo od razu przerzucił go wyżej. I to ze trzy klasy co najmniej! Żeby skończył szkołę zupełnie wcześnie i mógł iść sobie aż na trzy studia raczej! Na prawo, albo medycynę. Kto wie, na co by ten film poszedł? A może by wyjechał po prostu do Wielkiej Brytanii?

Sigourney Weaver to aktorka, co ma jeden z największych talentów, które widziałem. Powiedzmy, że na samej górze stoi Meryl Streep, i zaraz pod jej nogami mamy właśnie Sigourney Weaver i też inne, jak Holy Hunter, Judi Dench, Tilda Swinton, Michelle Pfeiffer i Jessica Chastain. Jessica grała w "Drzewie życia" oraz w "Długu" i jest ona i piękna, i okropnie zdolna, czyli że już niedługo zrobi z siebie największą gwiazdę, sami zobaczycie, poczekajcie jeszcze tylko troszkę. Bardzo, bardzo lubię "Obcego - 8. pasażera Nostromo", to już pisałem. Uważam też, że Sigourney Weaver jest wielką aktorką, prawie największą, no i też jest wysoka jak Geena Davis. A Geena Davis z kolei jest wysoka i dlatego miała bardzo wysokiego męża, Jeffa Goldbluma. Wszyscy wtedy pisali, że jest to najwyższa para w Hollywood. Zupełnie się przecież nie mylili, bo to była kompletna prawda. Chciałbym kiedyś wiedzieć, czy Sigourney Weaver też ma wysokiego męża. Jak mam czas, to sobie nieraz myślę, że w sumie pasowałby do niej jakiś wysoki mąż.

Kiedyś byłem u lekarza, robił mi USG, że jeździł kamerą po brzuchu, a w telewizji widział, co mam w środku, i co jadłem. Że na przykład zobaczył, że mam całe mnóstwo gazów i powiedział: "O ho! Jadł pan pomarańcze. Proszę jeść grapefruity, to nie będzie gazów.". No i tak patrzył i patrzał, i w końcu mówi, że: "Wie pan co? Ja tu nic jednak nie widzę. W ogóle, to ja bym chciał, jak w tym filmie o Obcym.". A ja, że ale że co? Że polecieć w kosmos? A on, że przecież nie, że to jest marzenie każdego chirurga, że nie trzeba nic robić, tylko się staje nad operacją, a to co trzeba z brzucha wyciągnąć, wychodzi samo, jak w tym filmie. Kumacie? Tak mi powiedział! Strasznie to było śmieszne. I mądre. Potem go wygooglowałem i okazało się, że to najmądrzejszy lekarz od USG w całej Polsce. Dlatego mogę śmiało uważać, że film "Obcy - 8. pasażer Nostromo" jest jednym z najlepszych filmów i w Polsce, i na całym świecie!

Natomiast dźwięk w tym filmie opiewam najwyżej, jak potrafię! Cztery gwiazdki: ****

foty są z : teaser-trailer.com, thewalve.org, facebook.com 

czwartek, 24 maja 2012
3 Faceci w czerni 3D ***

Ja, to w ogóle lubię tego całego Willa Smitha i uważam, że jak on tylko bardzo chce, to od razu potrafi być porządnym aktorem, na którym żadna mucha całkiem nie siada. Kiedyś kiedyś Will Smith był młody. Pamiętam go jak dziś, że był młody. Grał wtedy w przykładowych filmach: "Bad Boys", albo dajmy na to "Dzień niepodległości". To były filmy dla jakby pouczającej rozrywki, ale jego role naprawdę były niegłupie. Naprawdę. I teraz będzie, że wchodzi do naszych w całej Polsce kin, wchodzi film "3D Faceci w czerni 3". Szczerze? To, co teraz napiszę, to będzie tylko moje zdanie, i żeby wiedzieć, jaki ten film w zasadzie jest i z czym się go tak naprawdę je, to trzeba iść samemu kupić bilet. Więc jak ktoś nie chce wiedzieć, czy ten film jest dobry, albo że zupełnie niedobry, to niech nie czyta. A jak ktoś chce, to niech czyta. A jak nie chce, to nie czyta.

Więc film kinowy "3D Faceci w czerni 3" jest to trzecia w kolei część trylogii o facetach w czerni. Opowiada ona o odwiecznej bitwie, jaką musimy robić z obcymi planetami, co nas najeżdżają i próbują zrobić z Ziemi ich własny dom, jedno państwo kompletnie inne od naszego. Inne, bo to są przecież jakby nie było kosmici. W każdej części grali Will Smith i Tommy Lee Jones. Tommy Lee Jones dostał kiedyś nawet Oscara. Zrobił to za rolę w filmie "Ścigany", gdzie był sprytnym jak lis policjantem. Trochę szkoda, bo zanominowali też wtedy Leonarda di Caprio, gdyż bardzo dobrze zagrał dziecko w "Co gryzie Gilberta Grape'a?". Zrobił to tak dobrze, że niektórzy z ludzi myśleli, że to gra prawdziwe dziecko! Takie to rzeczy się dzieją czasem w kinematografii! Dlatego z całego serca uważam, że należy się nią porządnie interesować, bo po prostu warto jak sami teraz się dowiedzieliście.

Barry Sonnenfeld, to reżyser, którego chciałbym teraz Wam opisać, co zrobił i jaki jest. Jak już każdy pewnie sobie myśli, zrobił on i pierwszą i drugą część "Facetów w czerni". Poza tym nakręcił też dajmy na to taką "Rodzinę Addamsów", bardzo dobry film, o wielu niezwykłościach, w którym w zasadzie jak się dobrze zastanowić, to cały świat może się przejrzeć tak, jakby patrzył na krzywe zwierciadło. Bardzo jest ten film mądry i jeśli ktoś ma chociaż trochę własnej inteligencji, to wszystko w nim zobaczy bez nawet jednej przeszkody. I to od razu. A nie, że ja to nie oglądam, bo nie rozumiem. Albo nie mam czasu. Na porządny film trzeba znaleźć zawsze trochę czasu i go w spokoju poznać. A nie na szybko, ciach ciach i odhaczone. Tak, to można czytać "Nad Niemnem", po łebkach. Co to w ogóle za metody do oglądania filmów?! Cholera, aż mnie krew zalewa do cna teraz!

Natomiast dźwięk opiewam w tym filmie na na 4 gwiazdki: ****. Słychać w zasadzie całkiem wszystko.

A zdjęcia wziąłem ze stron: philster.com, swiftfilm.com, virginmedia.com, celebritiesnowandthen.blogspot.com

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15