luksusowy blog filmowy



Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl
RSS
wtorek, 28 sierpnia 2012
Zakochani w Rzymie *

Rzym jest to takie miasto, że chyba nie ma osoby na całym świecie, która nie widziałaby go przynajmniej na pocztówce albo mapie. I teraz zrobię taką małą zabawę. Gdybym miał poszukać trzy słowa, najbardziej mocno pasujące do Rzymu, to znalazłbym jakie? Takie słowa bym znalazł: kłamać, piersi i bardzo gorąca kula. Są to typowo rzymskie słowa, bardzo znane na całym świecie i pewnie od razu wiecie, dlaczego wziąłem te, a nie jakieś inne. I dlatego właśnie o nich napiszę, bo dobrze wiem, że dobrze jest czytać coś, co się już wie. Wtedy mówi się sobie: "O! A ja to wiem! Hura.". Więc teraz te 3 słowa:

1. Kłamać - po włosku: mentire. Jest taki stary film kinowy bez żadnego koloru pod tytułem: "Rzymskie wakacje". I tam kobieta, która taka jest piękna, że aż uwodzi kogo chce, uwodzi sobie mężczyznę. On również może sobie wszystkie uwodzić, i tu, i tam, to taką, to owaką. No więc oni się poznają i wtedy on ją zaczyna kochać. Więc chce zobaczyć, czy ona aby na pewno jest zupełnie nieskora do kłamania. I wiecie, co jej robi? Każe jej wsadzić rękę do gęby potwora, którego starożytni, rzymscy ludzie pierwotni zamurowali w ścianę! To taki potwór, który wyczuwa, że ktoś nie mówi prawdy i za karę odgryza mu rękę aż do pachy. A jak się mówi prawdę, to potwór nic nie robi, zupełnie jakby jednak nie żył. No i ona wsadza tam rękę... ale czy były krew, żyły i flaki aż do pachy, czy nie, to sami obejrzyjcie.

2. Piersi - po włosku: seno (że jedna pierś). Jest taki stary film kinowy bez żadnego, najmniejszego koloru pod tytułem: "Słodkie życie". I w nim jest kobieta, co uwodzi, jak sobie tylko ona chce. Jest też facet, kompletnie nie gorszy, bo i taką weźmie, i z owaką zatańczy. Raz w nocy idą sobie oni razem na spacer, aż tu nagle ona wskakuje do fontanny, takiej światowo słynnej ze statuami i wodą. I bierze kąpiel aż po prostu taką, jakby była jakąś mokrą Kleopatrą w mleku! Jej piersi wówczas są widoczne jak przed nosem, nawet że pod czarną sukienką. A on nic, tylko patrzy. A co ma robić? Przecież są na rzymskiej ulicy, a nie w hotelu, albo w lesie. Przecież to nie pornus, ludzie!

3. Bardzo gorąca kula - po włosku: molto calda sfera. Jest taki nowy film kinowy pod tytułem: "Anioły i demony". Ze wszystkimi kolorami. I tam na końcu jest bardzo gorąca kula, która prawie niszczy cały świat, ale w ostatniej chwili nie niszczy.

I teraz mam trzy wyrazy z trzech filmów kinowych, które to wyrazy jak komuś podam na całym świecie, nawet małemu dziecku, albo komuś z bezludnej wyspy, to wszyscy będą wiedzieć, że rozchodzi mi się o jakiś film z Rzymem. Natomiast z "Zakochanych w Rzymie" dosłownie nie wiem, jaki mam wziąć wyraz! A to jakby nie było świadczy przecież całkiem znacznie. Myślałem, żeby dać np.: "pod", albo może: "ctrl", ale na siłę też nie będę szukał, w końcu sroce spod ogona nie wypadłem. Czyli, że jak nie znalazłem żadnego wyrazu, to tylko jedna gwiazdka się należy, i to nie za aktorów, albo coś, tylko za po prostu Rzym: *

Dźwięk natomiast w "Zakochanych w Rzymie" opiewam na cztery gwiazdki, gdyż jak w każdym filmie z zachodu, jest on jak zwykle dobry: **** 

A foty wziąłem, że były na filmweb.pl

niedziela, 19 sierpnia 2012
Dziedzictwo Bourne'a **

Chciałbym teraz napisać o Bournie. Jest to zwykły mężczyzna, około 35 lat, też jest wysoki i bardzo szybko biega. Nie pamięta czasami jakichś rzeczy, ale za to dobrze strzela, to kiedy nie pamięta, że ten drugi to jest jego wróg, to przynajmniej zdąży go zastrzelić. Skręcono już o nim 3 filmy, uważam, że bardzo dobre i każdy z nich opiewam na 3-4 gwiazdki. Te filmy się sprytnie spoiły w taką jakby nie patrzeć trylogię. I po trzeciej części wszyscy myśleli, że to już koniec, bo trylogia się stała cała, aż tu nagle do kin weszła następna część, czyli jaka? Czwarta! Podejrzewam, że już widzieliście ten film kinowy, bo premierę miał on 10 sierpnia, porządny kawał czasu temu. To nie wiem, czy jest sens, że mam Wam go jeszcze srecenzować. 

Ale co mi tam, spróbuję! Przecież nie od parady mam tego bloga. Więc czwarta część trylogii o Bournie jest trochę inna od poprzednich. Mianowicie dają nam, i Tobie, i mnie, zupełnie odmiennego aktora głównego, to po pierwsze. Matt Damon nie był taki zły, żeby go zaraz przecież zmieniać, no ale wszyscy doskonale wiemy, i Ty, i ja, że nie był on znowuż taki dobry. Był właściwie to w sam raz, ale na jakieś góra dwie gwiazdki, a jak biegał, to na mocne trzy. Jeremy Renner z kolei, jest już aktorem ze sporo większym talentem, co wyraźnie widać. Więc jemu za grę aktorską daję aż trzy gwiazdki, ale z kolei jego bieganie opiewam tylko na dwie. Matt Damon biegał szybko i nie machał biodrami na boki, a Jeremy Renner biega wolniej i do tego biodrami tak jakoś dziwnie, że to trochę jak aerobik kota wygląda. A to przecież nie jest film o Kobiecie Kot, ludzie! Więc jak zliczyć gwiazdki, to Matt Damon i Jeremy Renner są na zupełnej równi.

Kompletnie jest też różny reżyser, ale napisał scenariusze do poprzedniej całej trylogii, więc jemu wybaczamy. Natomiast czas, ile się ogląda, to jest on tym razem najdłuższy. Albowiem "Dziedzictwo Bourne'a" trwa ponad 2 godziny! Wyobrażacie sobie? A przecież poprzednie trwały najwyżej 1 godzinę i 55 minut. Najwyżej! To samo z muzyką, tam był jeden kompozytor do trzech części, tutaj jest nowy, którego też wszyscy bardzo lubimy, James Newton Howard. Ale nowy, to nowy i niestety, jak się coś zmienia, to trzeba z głową. A nie, na raptusa i bez pomyślunku. Dlatego w ogólnym braniu rzeczy opiewam "Dziedzictwo Bourne'a" na 2 gwiazdki, bo na więcej po prostu nie mogę sobie pozwolić.

Z kolei dźwięk jest dobry. Jak ostatnio we wszystkich z USA filmów, czyli nic nowego, bardziej wszystko stare.

zdjęcia wziąłem z: aceshowbiz.com, themoviebanter.com, pawesome.net