luksusowy blog filmowy



Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl
RSS
poniedziałek, 29 lipca 2013
Pacific Rim

Ocean Pacyficzny kryje w sobie wiele ogromnych tajemnic. Generalnie, im bliżej dna spływamy, tym bardziej ciemno i tym większe nie wiadomo co nas otacza. Kto wie, co jeszcze wypłynie do gazet i Neta, kiedy jakiś sprytny nurek popłynie tam, gdzie żadna ryba jeszcze nie była. Albo James Cameron, który jest bardziej ostatnio słynny, że ma łódź podwodną, niż że kręci. Trochę szkoda, mógłby kręcić częściej, zamiast się ciągle włóczyć po tych swoich dnach. W końcu wychodzą mu całkiem spore filmy kinowe o wielu fanach, a czasem i nagrodach. Szczerze? Uważam, iż takie nieróbstwo, to jest kompletnie dla niego głupia rzecz, bo powoli rosną nam nowi reżyserzy, co mogą Camerona z tego jego całego tronu zmieść jak tsunami. I to się powoli już dzieje na naszych oczach, bo jak każdy inteligentny człowiek wie, po ekranach coraz więcej przechodzi filmów kinowych ogromnych jak jakiś arbuz-mutant. Nie dalej, jak całkiem niedawno widzieliśmy przecież film pod tytułem "Wielki Gatsby". Jakie w nim były wielkie rzeczory, nie muszę nikomu tłumaczyć. A wiecie, co ciekawego stało się ostatnio?

To ciekawego, że obejrzałem "Pacific Rim". Od samego urodzenia pamiętam, że chciałem pływać po oceanie, wąchać jego parę wodną, włożyć do tej przepięknej solonej wody chociażby gołą stopę. Niestety, nigdy mi się jeszcze nie udało tego osiągnąć. Na szczęście świat nie kończy się dzisiaj, albo jutro, nie żyjemy przecież w filmach Rolanda Emmericha, i wszystko jeszcze stoi przede mną ogromnym otworem. A póki co, nie tracę czasu, tylko oglądam tytuły o Oceanie Pacyfiku, jak przykładowy "Pacific Rim". Reżyser opowiada w nim, że budzą się WIELKIE potwory, które mają za swoje zadanie zrobić na tej naszej Ziemi, planecie Earth, porządek z ludźmi i ze wszystkim, co my ludzie kiedykolwiek zbudowaliśmy. Są one bardzo krwiożercze, przez co czujemy, że nas przerażają, i to też dlatego, że pragną zniszczyć jak najwięcej budynków przez te dwie godziny, co trwa o nich film. Bo każdy film przecież kiedyś się kończy, a budynków do zburzenia nie jest przecież znowuż jakoś niewiele. Trochę ich nastawialiśmy. Wiecie, co Wam jeszcze powiem?

To, że jak widziałem "Wielkiego Gatsby'ego", to mój mózg urodził proroczą myśl, że większego filmu w kinie nigdy nie zobaczę. I co ciekawego się stało? To ciekawego, że popełniłem gruby błąd, gdyż mój mózg się pomylił! Chociaż, jak tak się głęboko, do samego dna oceanu zastanowić, nie jestem przecież jakąś tam zaraz szczwaną wróżką, szklanych kul w plecaku nie noszę, żeby nimi patrzeć w przyszłość. A nawet jakbym wróżył, to bym i tak nie nosił. Raz że się mogą zbić na mieście, dwa, że podobno są pioruńsko ciężkie. No, ale "Pacific Rim". Więc, kto chce zobaczyć największe rzeczy w świecie, i to na największym oceanisku, ten musi w te pędy kupować bilecik. A kto nie chce, ten nie musi. Proste jak drut.