luksusowy blog filmowy



Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl
RSS
czwartek, 24 maja 2012
3 Faceci w czerni 3D ***

Ja, to w ogóle lubię tego całego Willa Smitha i uważam, że jak on tylko bardzo chce, to od razu potrafi być porządnym aktorem, na którym żadna mucha całkiem nie siada. Kiedyś kiedyś Will Smith był młody. Pamiętam go jak dziś, że był młody. Grał wtedy w przykładowych filmach: "Bad Boys", albo dajmy na to "Dzień niepodległości". To były filmy dla jakby pouczającej rozrywki, ale jego role naprawdę były niegłupie. Naprawdę. I teraz będzie, że wchodzi do naszych w całej Polsce kin, wchodzi film "3D Faceci w czerni 3". Szczerze? To, co teraz napiszę, to będzie tylko moje zdanie, i żeby wiedzieć, jaki ten film w zasadzie jest i z czym się go tak naprawdę je, to trzeba iść samemu kupić bilet. Więc jak ktoś nie chce wiedzieć, czy ten film jest dobry, albo że zupełnie niedobry, to niech nie czyta. A jak ktoś chce, to niech czyta. A jak nie chce, to nie czyta.

Więc film kinowy "3D Faceci w czerni 3" jest to trzecia w kolei część trylogii o facetach w czerni. Opowiada ona o odwiecznej bitwie, jaką musimy robić z obcymi planetami, co nas najeżdżają i próbują zrobić z Ziemi ich własny dom, jedno państwo kompletnie inne od naszego. Inne, bo to są przecież jakby nie było kosmici. W każdej części grali Will Smith i Tommy Lee Jones. Tommy Lee Jones dostał kiedyś nawet Oscara. Zrobił to za rolę w filmie "Ścigany", gdzie był sprytnym jak lis policjantem. Trochę szkoda, bo zanominowali też wtedy Leonarda di Caprio, gdyż bardzo dobrze zagrał dziecko w "Co gryzie Gilberta Grape'a?". Zrobił to tak dobrze, że niektórzy z ludzi myśleli, że to gra prawdziwe dziecko! Takie to rzeczy się dzieją czasem w kinematografii! Dlatego z całego serca uważam, że należy się nią porządnie interesować, bo po prostu warto jak sami teraz się dowiedzieliście.

Barry Sonnenfeld, to reżyser, którego chciałbym teraz Wam opisać, co zrobił i jaki jest. Jak już każdy pewnie sobie myśli, zrobił on i pierwszą i drugą część "Facetów w czerni". Poza tym nakręcił też dajmy na to taką "Rodzinę Addamsów", bardzo dobry film, o wielu niezwykłościach, w którym w zasadzie jak się dobrze zastanowić, to cały świat może się przejrzeć tak, jakby patrzył na krzywe zwierciadło. Bardzo jest ten film mądry i jeśli ktoś ma chociaż trochę własnej inteligencji, to wszystko w nim zobaczy bez nawet jednej przeszkody. I to od razu. A nie, że ja to nie oglądam, bo nie rozumiem. Albo nie mam czasu. Na porządny film trzeba znaleźć zawsze trochę czasu i go w spokoju poznać. A nie na szybko, ciach ciach i odhaczone. Tak, to można czytać "Nad Niemnem", po łebkach. Co to w ogóle za metody do oglądania filmów?! Cholera, aż mnie krew zalewa do cna teraz!

Natomiast dźwięk opiewam w tym filmie na na 4 gwiazdki: ****. Słychać w zasadzie całkiem wszystko.

A zdjęcia wziąłem ze stron: philster.com, swiftfilm.com, virginmedia.com, celebritiesnowandthen.blogspot.com

Filmy, które mnie zrobiły: Pociąg ****

Maturę, to zdałem właściwie zupełnie ledwo. Teraz nikt do tego żadnej ciężkiej wagi nie stosuje, no ale wtedy byłem taki, że się bałem, iż jej nie zdam i iż będę musiał wyjechać do Anglii. A to wszystko dlatego, bo w czwartej klasie ogólniaka byłem w takim konkursie o wiedzy z filmów. Zamknęli nas przez tydzień w wielkim domu w Gdańsku, i tam oglądaliśmy światowe filmy i codziennie były różne konkursy, o filmie polskim, albo zagranicznym, o wiedzeniu jaki to kawałek filmu, albo skąd ta muzyka. Różni ludzie byli, ale z całej Polski raczej. I to było w kwietniu, to ja już od grudnia robiłem tak, żeby się tam dostać. I się dostałem i nawet różne miejsca zająłem i mam ciągle teraz różne książki, że nagrody. Ale matury to przez to prawie zupełnie nie zdałem. 

I wtedy właśnie pierwszy raz oglądnąłem kolejny film, co mnie zrobił, pt. "Pociąg". Jest to film zrobiony przez Polskę, raczej bardzo dawno temu. Ale jakbym miał dać medal na najlepszy polski film czarno-biały, to jednak nie dałbym "Nożowi w wodzie", ale właśnie "Pociągowi" dla Kawalerowicza. I to nie dlatego, że na końcu jest porządna, jak w "Szóstym zmyśle", zaskoczka. Ja, to z innego powodu. Z takiego właśnie, że potem to nic już innego nie chciałem, tylko ciągle jeździć pociągami, aż na Hel najlepiej od razu, i zobaczyć czy to naprawdę jest tak z tymi ludźmi, jak w filmie. Okazało się jednak, że nie jeździłem jednak ciągle. No, ale jak już jechałem, to się lampiłem na wszystkich ludzi, jak ta papuga. Dlatego wiem teraz, że w pociągach już tak raczej nie ma, jak w pociągu w filmie "Pociąg". To bardziej już chyba na lotniskach, ale nie, że tanie linie, tylko jakieś dalekie. Uważam też, że na przykład na promach przez ocean to już prędzej tak może być, ale tam to bardziej, że im chce się spać ze sobą. A nie rozmawiać, czy brać śluby. Więc stwierdzam, że już nie ma nigdzie z ludźmi tak, jak w tym filmie, bo nikt już nie chce rozmawiać, tylko od razu spać ze sobą. 

W ogóle, to weźcie zrozumcie, jak oni z tą całą kamerą się zmieścili w korytarzach i w przedziałach, a wtedy to kamery były przecież wielkie jak fortepiany! Fajnie też muzyka, jak ta kobieta śpiewała, a pociąg jechał po torach w nocy, to to było bardzo fajne. Więc teraz chciałbym podziękować mojej polonistce, że ona dała mi całkiem niezłe oceny na maturze, a nic nie umiałem, chociaż to też ona mnie na ten konkurs wysłała, więc to się zrównuje, ale co tam. Zdałem, to zdałem. Dziękuję proszę pani!

a zdjęcia są z: culture.pl, stopklatka.pl, portel.pl, kinoplay.pl

Tagi: pociąg
11:35, kukok
Link Komentarze (6) »
piątek, 18 maja 2012
Filmy, które mnie zrobiły: "Speed" ****

To jak byłem w podstawówce, nie? To leciał w kinie film "Speed". Ja tak chciałem iść na niego, bo moja babcia na nim była i mi mówiła, że on taki dobry jest, jak jakieś jej ciasto wręcz! Że oni w metrze są w siebie tak wtuleni, jak ono pędzi bez kierowcy na złamanie ich karków i nóg. Tylko, że puszczali go aż o godzinie 20.00, i mama nie pozwoliła mi pójść, że za późno. I obejrzałem go za tydzień na kasecie video z wypożyczalni, czyli takiej pirackiej, oszukańczej. Tak to w zasadzie było. Ale ciągle czekam, aż ten film wróci do kin, np. w 3D, by nareszcie oglądnąć go na sporym ekranie.

Film kinowy "Speed" jest to dzieło, które zrobiło historię kina na zupełnie inną, przynajmniej tę z filmami akcji. To nowość była, że tutaj tak pędzi wszystko od samego początku, już nawet napisy jadą z windami przed tytułem! Każdą rzecz widać od razu, bez gadania. A nie jak wcześniej w filmach akcji, że musieli powiedzieć różne długie rzeczy bardzo wyraźnie, żeby coś się wreszcie zaczęło. I tak się czekało, i czekało, ale przecież ile można?! To teraz dam 3 cytaty, bardzo dobre, z filmu "Speed", gdzie generalnie to aż tak dużo nie gadają, a jak już gadają, to bardzo dobrze:

1. "Zapomniałeś pączka." - to jak Jack kupuje pączka i go zapomina. I od razu po tym wybucha pierwszy autobus. I to jest piękne właśnie. Że Jack mówi: "Dzięki", i BUM! od razu. Takie to wszystko sprzęgnięte, że aż się rymuje, jak u Tuwima. Tylko, że zupełnie często się zastanawiam czasami, dlaczego on tego pączka właściwie zapomina? Żeby w sumie co? Bo nie wiem, co. To jest autentycznie dziwne. Ha! No właśnie. I dlatego właśnie jest w tym filmie niezbadana tajemnica, kompletnie inne dno, o którym można mówić i mówić, a i tak się go nie zobaczy, jak na przykład u Kieślowskiego.

2. "Zostać, czy zjechać? Zostać, czy zjechać?!" - to krzyczy Annie, jak jadą przez miasto i jest skręt i ona po prostu nie wie, czy ma zostać na tej ulicy, co nią jadą, czy zjechać na tę drugą, co ją widzą. Uważam, że gdybym był wtedy z nimi, to też bym nie wiedział. No bo niby skąd? Tyle budynków zbudowali w Los Angeles, że po prostu nie widać, co jest dalej. I to jeszcze takie wysokie. Też byście nie zobaczyli. Wszystko jest zasłonięte. Czyli mamy kolejną tajemnicę, taką dziwność, która dowodzi o niezbadanym, innym dnie. Że ono naprawdę jest.

3. "Ale ja jestem teraz wyższy." - to było na metrze, jak pędziło tunelami i Denisowi Hopperowi czerwone światło na suficie zmiażdżyło, rozerwało i odpadło mu głowę. Uważam, że to jest dobre zakończenie, i gdybym to ja kręcił "Speed", to chyba bym wpadł na coś identycznego. Tylko może światło bym dał pomarańczowe, bo zielone znaczy, że masz jechać. Czerwone, że stać. A pomarańczowe w sumie ani to, ani tamto. Tak dziwnie i tajemniczo by było. Jak z tym pączkiem. Ale może za bardzo wtedy już by się zrobiło jak u Kieślowskiego i za mocno z tymi dnami bym dowalił. A to przecież film akcji.

Taki to właśnie ten film "Speed" jest, co mnie zrobił jako dziecko, że znowu to Los Angeles chciałbym zobaczyć. Jak w "Langolierach". Tak jeździć po nim chociaż z raz, czy dwa. Albo trzy. Nawet autobusem. To teraz chciałbym podziękować mojej babci, że pracowała w kinie i mogłem tak dużo lat chodzić za darmo na filmy, i na niektóre to nie tylko jeden raz raczej. Albo, że z kimś przychodzić z klasy, czy z podwórka. Dziękuję babciu!

a zdjęcia wziąłem z: wn.com, autos.groups.yahoo.com, imcdb.org, explow.com

Tagi: speed
12:07, kukok
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 14 maja 2012
Filmy, które mnie zrobiły: "Langoliery" ****

Że teraz już od sporego dawna nie ma w kinach nic dobrego, albo robią w Gdyni festiwal z polskimi filmami głównie o łzach i lamencie, a ja przecież jestem raczej wesoły zwykle, i nie mam z nimi wszystkimi specjalnego jakiegoś zamiaru, to od teraz rozpoczynam tutaj coś nowego. I to dlatego rozpoczynam, że byłem dzisiaj w domu rodzinnem, pojechałem tam, i zjeździłem rowerem wszędzie, gdzie jak byłem zdziecinniały, to robiłem wiele rzeczy. Że na przykład szedłem oddać na końcu ferii zimowych w podstawówce filmy do wypożyczalni w takim domku jednorodzinnym, przez wielki śnieg, i obok szło dwóch chłopaków, bardzo wesołych. A ja się tak w środku znacznie dziwiłem, że jak to oni są weseli, jak ferie się kończą, i nie będzie już można tyle filmów oglądać na video, albo siedzieć w kinie, co je miałem za dara, bo babcia tam była kierowniczką? To tę przykładowo sytuację właśnie zapamiętałem. I teraz dam jedno zdjęcie z filmu "Langoliery", co zaraz o nim napiszę:

Czyli zatem nowy cykl na Srecenzjach będzie zawierał kilka srecenzji, jeszcze nie wiem ile w sumie, ale będą one o filmach, które mnie zrobiły, że taki jestem, a nie jakiś inny. Głównie te filmy mnie takiego porobiły, kiedy byłem w podstawówce. Są one zupełnie różne i zaskakujące. Nie będę leciał alfabetycznie, tylko tak, jak mi się napomkną. I każda srecenzje będzie miała w początku swoiste wspomnienie, jak tutaj z tym feriami w śniegu, a na końcu podziękownie dla kogoś, kto mi coś z filmami zrobił dobrego.

Tak więc dzisiaj mi się napomknął na rowerze film, i to nie kinowy, bo go miałem wtedy z wypożyczalni, pt. "Langoliery", zrobiony z książki Stephena Kinga. Oglądałem go w niedzielę, w szóstej klasie. I teraz, o czym on jest. A jest o czymś fajnym, mówię Wam! No więc, jest sobie wielki samolot, który leci.

Leci z Los Angeles do Nowego Jorku chyba. W USA, w takim kraju z Hollywood. No i pełno w tym samolocie ludzi siedzi, ale głównie, to oni raczej śpią, bo jest noc. No i tak lecą, i lecą sobie, nawet się nie spodziewają chociaż trochę niczego złego, aż tu nagle taka niewidoma dziewczynka zaczyna krzyczeć, że zamiast jej cioci na fotelu siedzi peruka! No i słuchajcie, wychodzi zaraz, że w samolocie zostało tylko dajmy na to z 10 osób, a reszta sobie gdzieś wsiąkła, sama nie wie gdzie, i zostawiła na fotelach tylko zegarki, książki, albo nawet plomby i rozruszniki serca! Ci, co zostali zaczynają więc się bać, bo też dochodzi do tego wszystkiego, że lecą nad miastami, a tam kompletnie ciemno, a przez radio trzeszczy tylko głucha cisza, jakby na dole żyły dinozaury, albo zupełnie nikt, a nie zwykli ludzie! Bardzo boją się wylądować dlatego.

No, ale w końcu muszą zlądować, bo przecież paliwo z powietrza się nie bierze, i zawsze wreszcie się kończy, jak chociażby każdy film, który ktoś kiedyś nakręcił. No i wychodzą z samolotu, a tam kurde na ziemi nikogo! I w ogóle same dziwności, bo nigdzie nie ma prądu, albo każde jedzenie jest bez smaku, i nie ma zapachów, ani nawet echa! I teraz muszą oni zacząć porządnie myśleć, co się właściwie stało do diaska i gdzie oni są? A to dopiero początek filmu, co go polecam, nawet jeśli jest z efektami specjalnymi trochę starymi i tanimi, albo, że w ogóle czasami jest jakoś tak tanio z wyglądem wszystkiego.

A na samym końcu filmu jest tak, że ja bardzo chciałem potem lecieć do Los Angeles na lotnisko, albo do Hollywood od razu najlepiej. Tylko musiałem iść w następny dzień do szkoły w poniedziałek na lekcję, o jakichś nudnych "Krzyżakach", co ich nawet nie przeczytałem, tylko film oglądnąłem, też nudny. Ale dobrze, że się skończył, jak to paliwo. No i "Langoliery" mnie zrobił wtedy takiego, że to lotnisko z końca filmu, to aż do teraz mam je bardzo mocno w mojej głowie. I tak sobie myślę często i powtarzam, że chyba powinienem w końcu na nie polecieć...

To teraz ja podziękuję aż trzem paniom, które w wypożyczalni pod moim blokiem pracowały, i mi nawet czasami za dara dawały filmy. Niestety za "Langoliery", to musiałem zapłacić. No, ale co z tego, przecież każdy wie, że pieniądze nie gęsi, i je trzeba zarabiać. Czyli, że dziękuję trzem paniom z mojej wypożyczanli kaset video! 

Foty wziąłem z: g-pop.net, forum.cinefacts.de, impdb.org, guestofaguest.com, listal.com, bayimages.net