luksusowy blog filmowy



Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl
RSS
niedziela, 21 kwietnia 2013
"Niepamięć" ****

Dzień dobry. "Oblivion" film kinowy "Niepamięć" jest zrobiony przez Stany Zjednoczone, a tak właściwie, to przez Hollywood za ciężkie pieniądze. Jak więc już pewnie dobrze wiecie, muszą w nim być i błyszczące gwiazdy, i szalenie ładne efekty specjalne, i zdjęcia jak ta lala, i różne cuda oraz wianki, czyli co tam sobie kto chce. Nie od teraz wiadomo przecież, że pieniądz jest to taka specyficzna rzecz, co może nam zrobić tyle zachodu, iż każda głowa mała, nawet ta duża. Mam również inną dobrą wiadomość. W filmie kinowym "Niepamięć" gra nie byle kto, tylko sam Tom Cruise we własnej osobie! Uważam, że tego aktora uwielbiam, a także bardzo go doceniam, że rozwiódł się kiedyś z Nicole Kidman, która była dla niego o wiele za wysoka i tak szczerze mówiąc, to wyglądali razem jak pięść do oka. Trzeba wiedzieć, ile ma się wzrostu Pani Kidman! Albo jesteśmy wysocy, albo niscy, i dokąd sięgamy czubkiem głowy, to takie wnioski z tego należy powyciągać. Chociaż Danny de Vito ma żonę, która jest od niego wyższa o całe dziesiątki centymetrów. Ale to chyba tylko taki wyjątek, że są pewne zasady do przestrzegania i basta.

"Oblivion" film kinowy "Niepamięć" pokazuje nam naszą piękną matkę Ziemię, że kiedyś najechali na nią kosmici i teraz wygląda ona trochę nie do poznania, ponieważ ma na sobie całą masę ruin. Wszystkie te porozpadane góry cegieł są na ekranie wysokie jak Tatry i bardzo, ale to bardzo widowiskowe  oraz zatrważające. Jednak całe szczęście nie tylko o cegłach jest to film. Bo wystarczy poobserwować tok myślowy reżysera, żeby przekonać się na własnej skórze, jaki to jest zdolny człowiek. Niestety, tylko tyle mogę Was z fabułą poznać, ponieważ bym tu zaczął sprzedawać sporlejry, a tego nie wolno robić ani na blogach, ani nigdzie. Powiem więc tylko, że jeśli nie da się więcej napisać, to znaczy, że film ma wiele zaskoczeń i multum zagadek do rozstrzygnięcia. Hura. Każdy przecież inteligentny kinoman lubi, że się go zaskakuje co i raz. A jak jeszcze się okazuje, że Bruce Willis jest duchem, to nic, tylko brać nogi pod pachy i pędzić do kina!

A teraz przygotowałem dla Was niespodziankę. Uwaga, jesteście gotowi? Otóż, w "Oblivion" filmie kinowym "Niepamięć" mamy bardzo mocny akcent z Polski. A nawet dwa! Pierwszym jest, że reżyser nazywa się Joseph Kosinski. Jak się pewnie domyślacie, myślę że prawdopodobnie może on mieć jakieś pochodzenie z Polski. Może jego pradziadowie albo ciotki urodzili się dajmy na to w takim Kutnie. Kto wie. Także proszę, kolejny nasz zdolny rodak robi porządną karierę w Hollywood. Na pewno bardzo by się ucieszył, gdyby mógł dostać chociaż jedną malutką nominację do Złotych Orłów, na przykład za najlepsze efekty specjalne. Ale to musimy poczekać i zobaczyć, czy uznają filmowcy w Polsce, że zasłużył. Drugim silnym akcentem z naszego kraju jest aktorka, która gra i nazywa się Olga Kurylenko. Urodziła się ona kiedyś w państwie o nazwie jak rower naszych dziadków, czyli Ukraina. I teraz zagadka. Ma Ukraina bardzo długą granicę z jakim krajem? Właśnie z nami, z Polską! Jesteśmy więc bardzo ucieszeni, że w Hollywood ciągle jest bardzo wielu Polaków, którzy przysparzają nam sławy na całym świecie i robią nas, że jesteśmy nie byle jakieś tam gęsi, tylko po prostu dobrzy profesjonaliści od kina za ciężkie pieniądze. Brawo Olga Kurylenko! Brawo Józef Kosiński!

A zdjęcia wziąłem z Internetu. 

Tagi: oblivion
13:56, kukok
Link Komentarze (2) »
środa, 10 kwietnia 2013
Martwe Zło ****

Człowiek jest bardzo w środku skomplikowany. Ma wiele różnych pożytecznych narządów, które są dokładnie poukładane tak, jak mają być poukładane. Ale kiedy tylko coś się pozamienia, to już może nie być tak wesoło. Jednak, dla przeciętnego zjadacza śledzia, nie jest to wcale takie, że on o tym wie. Bo o tym, co ma się w środku, ludzie myślą tylko, jak są chorzy. Chociaż w sumie jak się dajmy na to przewrócimy na grabie albo potłuczone butelki, to wtedy też coś tam nam zaświta, że mamy w brzuchu nie tylko ziemniaki i wątróbkę, co je zjedliśmy na obiad, ale wątrobę z prawdziwego zdarzenia, która ciężko pracuje na nasze życie. Na szczęście dawno już temu odkryto kino, że można teraz obejrzeć w nim pożyteczny film i dowiedzieć się, co nam tam w brzuchu gra. Tak było kiedyś np. z filmami kinowymi pt. "Piły 1-6", że każdy, i młody, i stary, i chory, i zdrowy, i niedowiarek mógł się przekonać, jak wyglądają jelita, serce, mózg czy jądro męskie albo żeńskie, czyli dokładnie dowiedzieć się, jakie jest nasze ciało w środku i z czym się po prostu to wszystko je. To było jednak dawno i nieprawda. Bo teraz nastał film kinowy pt. "Martwe zło".

"Martwych zeł" było już całe mnóstwo, czyli aż 3. Wszystkie stały się sławne, i nie ma na świecie żadnego inteligentnego człowieka, który się kiedyś o te filmy jakoś nie otarł. A jeśli jest, to znaczy, że raczej z wykształceniem i inteligencją u niego kiepściutko, oj źle. Dlatego, jeżeli jeszcze nie otarłeś się o któryś ten film, to radzę Tobie nikomu nic, a nic nie mówić, tylko szybko się po cichu otrzeć. Także tego, głowa do góry, rachu-ciachu i będzie cacy. A teraz uważajcie, bo mam dobrą wiadomość. Uważacie? No więc w kinach jest "Martwe zło", ale kompletnie nowe! I nie jest to, jak ostatnio nowy Freddy Kruger, że nudny jak flaki z olejem, tylko porządne i z rozmysłem. Po prostu nowe, ale jare, jak stare! Dziwne, prawda? Nie od dziś jest przecież tajemnicą pandory, że filmy sprzed wielu lat są teraz dla reżyserów niestety za dobre, żeby nowe mogli zrobić lepsze, albo chociaż identyczne. Ewentualnie "Bambi 2" była lepsza od jedynki.

Ale z filmem kinowym "Martwe zło" jest dokładnie odwrotnie. Jest on chlubną przeciwnością, że nowe jest gorsze. Ale bowiem w nowym "Martwym źle" mamy wszystko to, co się chce, jak się lubi horrory. Ale nie jakieś głupie horrory, tylko normalne. Z mądrym pomyślunkiem. Takim, że na przykład różne krwawe rzeczy tryskają na ludzi i meble, biegają różne krwawe duchy leśne i krwawa krew sika flakami na sufity i płoty. Sikają również krwawe rzygi z buzi, a potem chcą żywcem zarżnąć każdego, kto ucieka, ciągnąc za sobą jelita. Taki to jest właśnie film kinowy, który po prostu warto poznać, mieć swoje zdanie i zwyczajnie w świecie dowiedzieć się, z czym się go po prostu je. Uważam również, że polubiłem ten film i zrobiłem sobie o nim opinię, że wcale mu niedaleko do starych filmów o "Martwym złu". Bo jest mu blisko. Zupełnie blisko. Tak blisko, jak duchy w nocy o północy w Waszym domu, kiedy smacznie sobie śpicie i że mogą nagle te duchy wysikać się krwią z kontaktu i zatopić we flakach Wasz pokój. Wasz dom. Wasz cały świat.

 

A zdjęcia wziąłem z Internetu.

wtorek, 02 kwietnia 2013
Wyśnione miłości *

Dzień dobry. Dzisiaj napiszę srecenzję trochę inną, niż zawsze, gdyż będzie ona, że ma wzbudzić dużo kontrowersji. Zrobię ją o filmie kinowym trochę już starym, ale to nic. Jego tytuł jest taki: "Wyśnione miłości". Zrobił go reżyser, który z grubsza jest jeszcze bardzo młody, Xavier Dolan, z datą urodzenia w 1989 roku. Jest też niski, ma 168 cm wzrostu, czyli już w ogóle. Czyli jednym słowem: taki młody i mały, a dostał już za swoje filmy kinowe tyle nagród i ciężką masę sławy! Poza tym jest od dawien dawna na języku prawie każdego człowieka. Nawet tego, co nie wie jakoś mocno, o co chodzi w kinie. Czyli, że można? Można! A u nas tacy starzy i mądrzy, Jerzy Hoffman albo Jerzy Kawalerowicz, co już nie żyje w sumie. Tyle filmów kiedyś nakręcili, że głowa mała, do Oscarów ich zanominowali aż! A ostatnie, co je zrobili "Quo Vadis" i "1920 Bitwa Warszawska"? Widzieliście? Ja widziałem. I wiecie, co? Pfff... Pies z kulawym koniem by się uśmiali po pachy. Wstyd! No, ale trudno, nie od razu wszystko na raz będziemy mieć.

"Wyśnione miłości" jest to film o wielu kontrowersjach, gdyż można w nim znaleźć różne takie rzeczy z miłością shomoseksualizowaną. Pewna dziewczyna z ciemnymi długimi włosami zakochuje w takim jednym z lokami blond. A że to tylko film, to ten taki jeden też się w niej zakochuje. No i też porządnie zaczyna lubić jej przyjaciela z brązowymi włosami. Lubić jak po prostu dobrego kolegę. Tylko że ten przyjaciel, to chciałby, żeby oni się razem jakoś tak bliżej, że dotykali, albo jakoś tak całowali mocno, ale nie jak koledzy. No, i tak. I tutaj jest właśnie ta kontrowersja, co w zeszłych dniach jest jej wszędzie pełno, a to tu, a to tam, i każdy coś tam sobie krzyczy, sam nie wie, co. A potem się tylko dziwi i dziwi, że ma chrypę. I dziwi. Ja na przykład w tę zimę nie miałem chrypy. W ogóle nie byłem chory. Taki napój wymyśliłem zdrowotny, że idę i kupuję imbir, a następnie obieram go i mieszam z wrzątkiem, a potem piję z cytryną. Polecam!

Odkryłem, i to samemu, w tym filmie kinowym "Wyśnione miłości" takie coś, co mi się w ogóle nie podoba. Że reżyser robi zwolnione tempo, jak nieraz jakaś aktorka, albo aktor idą korytarzem, albo ulicą czy tam gdzieś, nie wiem. Takie samo coś Xavier Dolan też miał w poprzednim swoim filmie kinowym pt. "Zabiłem swoją matkę.". No i tak idzie przykładowa aktorka, wolno idzie, twarzy jej w ogóle nie widać, tylko włosy z tyłu głowy, albo pupa na boki się kiwa i kiwa i do tego jest taka muzyka specjalna, że to wszystko razem, to w sumie jest bardzo, ale to bardzo zgapione ze "Spragnionych miłości" albo "2046". Tam ciągle przecież aktorki i aktorzy tak chodzili. Pierwsi! Się pytam więc, czy ten cały Xavier Dolan sobie myśli, że jak jest mały, to mu wszystko wolno? Że my tego nie odkryjemy? Że nie widzieliśmy tych filmów w Polsce, bo co? Bo tu nie dochodzą? Panie Xavierze, nieładnie tak zgapiać. Dlatego za karę tylko jedna gwiazdka! A byłyby ze trzy dajmy na to.

A zdjęcia wziąłem z Internetu.