luksusowy blog filmowy



Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl
RSS
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
Nietykalni *

Chciałbym teraz tutaj przedstawić Państwu mój wkurzony głos, że dzieją się stuknięte rzeczy i nikt jakoś teraz nagle tego nie zauważa. Ani nawet nic! Rozchodzi mi się o to, że od półtorej roku mam w zwyczaju często zauważać, że kino zrobiło się z taką jedną tendencją. I jest ona o powtarzaniu tytułów, jak ktoś kiedyś zrobił dobry film kinowy o wielu później fanach, np. kultowy, to ktoś teraz to wykorzystuje, czyli że da taki sam tytuł i uważa, że omami wielu ludzi miłośników kina. A właśnie, że nie, bo to się powoli kończy z tą tendencją, gdyż ludzie już nie są wcale tacy głupi. Po prostu nie są.

Bardzo mądry reżyser, wykształcony i utalentowany Brian de Palma zrobił film kinowy "Nietykalni" o takiej mafii, z taką sławną sceną, że różni ludzie biegną schodami jak jeden mąż, i małe dziecko niemowlęce w wózku też. Albo, że Robert de Niro siedzi przy stole z obradami o mafii, i nagle wstaje i ni z gruszki, ni z pietruszki morduje przyjaciela od serca, jak jakiś walnięty filip z konopii! No, ale to był wspaniały film, o wspaniałych tych dwóch chociażby scenach, co je tu wymieniłem! Tylko, że przyleźli Francuzi i im za mało, że mają już wszystkie Oskary za "Artystę", to muszą jeszcze widzów skraść innym filmom, że niby zrobili film "Nietykalni" Briana de Palmy. Tylko, że jak byłem w kinie, to ludzie normalnie nie dali mi oglądać, tylko się mnie pytali co chwila, że gdzie jest Robert de Niro i wózek? A potem wychodzili z kina, że już nigdy żadnych "Nietykalnych" nie obejrzą.

Albo, że teraz wchodzi do kin "Lęk wysokości", polski film. I jak rozmawiam np. w windzie lub w metrze z każdym, to mi zawsze mówi, że znowu tę strasznie śmieszną komedię o Hitchcocku dają w kinach, to trzeba iść, żeby się załapać, bo pewnie pełno ludzi. A ja ciekaw jestem, co na to Mel Brooks powie? Hę? Jak się przekona, że to nie jego film jednak, tylko polski, i bodajże nie śmieszny! To jest dopiero tak być nie może! To nie jest coś małego, jakaś pestka z masłem, tym się trzeba nareszcie zająć i wziąć za to! Albo znowu "Piraci!" lecą. Jacy piraci, ja się pytam?! Jacy?! "Piraci" już byli, i to samego Polańskiego, nie jakaś tam bajka, tylko poważny film ze swadą oraz przemyślany do cna. Złodzieje widzów, tyle Wam powiem.

Dlatego tak być nie może i ogłaszam moje: NIE! Wyrazów jest tyle na świecie, że na wszystkie tytuły do wszystkich filmów wystarczy i to nawet na bardzo długie, jak: "Nieustraszeni pogromcy wampirów, czyli przepraszam, ale pańskie zęby tkwią w mojej szyi". Polański chciał? Chciał. Trzeba mieć tylko trochę inteligencji i, że się chce poszperać w słowniku jakiegoś języka, a nie tylko w Necie.

Dlatego oceniam w tym filmie dźwięk na zero gwiazdek. Nic nie było słychać. Nic! 

a zdjęcia wziąłem ze stron: sporttvp.pl, polskalokalna.pl, drewno.pl, fakt.pl

środa, 18 kwietnia 2012
City Island ***

Nie rozumiem aktora Andy Garcia. A mam chociażby zrobione różne kursy o pisaniu recenzji i w ogóle przecież chyba nie wypadłem jakiejś klaczy spod siodła. Czyli, coś musi być z nim dziwnego. Bo jak by nie było, widziałem go już w całkiem niezłej liczbie różnych filmów. Sięgnąłem pamięcią i to już przecież jak byłem mały z babcią na wczasach w Krynicy Morskiej w 1990, to wiedziałem, że teraz panuje na świecie "Ojciec Chrzestny III", mówili przy ognisku z przyczepy obok tacy rudzi, że się nie mogą doczekać, jak będzie kiedyś Internet, to sobie ściągną. Albo potem, jak już miałem okres dojrzewania, to wiedziałem, że w kinach jest taki film pt. "Kiedy mężczyzna kocha kobietę", o tym, że jeden mężczyzna kocha kobietę, a ona topi przerażające smutki w alkoholu i upada pod prysznicem. O, uśmiecham się teraz, bo ja już wtedy umiałem zrobić nawiązanie do "Psychozy" Hitchcocka, że alkohol we krwi tej kobiety pod prysznicem, to był taki jakby nóż, co ją zabił. Ale ona przeżyła, bo to była Meg Ryan.

Albo późnej w tym całym "Ocean's Eleven", to przecież jaki film? Taki do oglądania dla lekkości, jak ktoś ma jakiś problem o emeryturze albo zgubił portfel, to całą pewnością go może obejrzeć. Jest George Clooney i Julia Roberts, a to znaczy, że piękni i zdolni aktorzy, których bym chciał, żeby zostali parą prezydencką w USA, to jakby przyjechali do Polski, to bym wtedy upiekł chrupiący chlebek i nim ich przywitał razem z solą z Wieliczki, i powiedziałbym Julii Roberts, żeby się nie martwiła, że przecież wcale nie śmieje się tak szeroko, jak żaba, jak wszędzie piszą głupi dziennikarze paparazzi sami brzydcy jak brzoza. I wtedy oni by znieśli wizy.

No i zobaczcie sami, ile to filmów, całe mnóstwo, a i wiele innych też już było, nie myślcie sobie, w których grał Andy Garcia. Ale ja mimo to wszystko nigdy nie mogłem go zapamiętać. Nawet jeden mały raz! Czaicie czaczę?! Jakiś taki mi się wydawał, jakby nie on albo ktoś zupełnie inny. I teraz dopiero przy filmie "City Island" mi się nareszcie silnie wrył do mojej czaszki pod sam mózg. Taki jest on w nim, że aż moja ciocia mówi, a ona ogląda tylko gazety, że jego tego Andiego, to ona by mogła łyżkami jeść, albo najlepiej, to by nalała go sobie do wanny i się w nim wykąpała.

A muzykę opiewam w tym filmie "City Island" na miliard miliardów gwiazdek, bo ją napisał Jan A.P. Kaczmarek, taki kompozytor. 

a zdjęcia wziąłem ze strony http://www.stevecarter.com/albumcovers.htm 

poniedziałek, 16 kwietnia 2012
Wyspa skazańców ***

No i widziałem tę całą "Wyspę skazańców". Jest to film kinowy z kraju Norwegia o dużej ilości śniegu i w ogóle zimna oraz ryb. Te właśnie rzeczy głównie najbardziej widać na filmie. Ja to w ogóle uważam, że raczej potrafiłbym mieszkać w Norwegii, ale to bardziej na dole, tam gdzie jest Oslo - takie miasto. Pojawia się w nim często lato, a temperatury są wtedy takie, jak u nas na Mazurach w wakacje. W Szwecji z kolei to bardzo wieje, czyli, że tam nie pragnąłbym już mieszkać. Jednak najbardziej bym się wyprowadził w kilka zupełnie innych miejsc, jakich się nie spodziewacie i nie macie o nich najmniejszego pojęcia.

Pierwsze gdzie bym się wyprowadził, to na pewno na magiczną wyspę z "Lostów", to bym zobaczył, kto do diaska ruszał tymi krzakami! Tyle odcinków obejrzałem, wszystkie w sumie, a oni co? Co, się pytam?! Oni przez pierwsze dwadzieścia to ok, mocno obserwowali ruszenia krzaków. No ale potem nie zrobili już żadnego dociekania, kto przecież nimi ruszał! Bo chyba nie ten nienormalny dym? Ciekawe, po co by ruszał jakimiś krzakami? Tak, o? Ot, tak? Jak ja byłbym dymem, to nie marnowałbym czasu na krzaki, tylko bym hasał i tam, i siam, jak ten głupi. I przede wszystkim wysoko, że bym widział niebo z lotu ptaka.

Drugie, to bym zrobił, że bym się wyprowadził na wyspę więzienną Alcatraz i zobaczył na moje własne oczy, poszukał tajemnych śladów i tropów, czy Clint Eastwood uciekł z więzienia, czy się utopił prosto w krwiożercze rekiny. To taka mocna tajemnica, jak w sumie ruszenia krzaków w "Lostach", tylko starsza i z Clintem Eastwoodem, czyli nie taka znowu wesoła.

A trzecie, to bym zrobił wyprowadzkę do przeszłości i wsiadłbym na Tytanika i powiedział Rose i Jackowi, żeby się broń Boże nie zakochiwali nawzajem, bo będzie historyczny, tragiczny wypadek niedługo i Jack zginie z zamrożenia, a Rose będzie dłuuugo żyła w marnacji i starości do końca życia, czyli do teraz i jej serce zostanie też zarmożone... Albo nie! Już wiem!!! Po prostu bym wyrzucił w nocy do oceanu pijanego, ślepego kapitana Smitha, co miał potężną winę, że zderzył statek z wielką jak arbuz górą lodową, że nawet głupi krzak by ją zauważył  i popłynąłbym przechwyconym Tytanikiem na wyspę. Najlepiej jakąś ciepłą z kokosami, żeby pasażerowie zamiast utonąć w zimnie i szronie, mogli żyć do końca w ciepełku i sypać sobie złoty piasek do pępków.

Takie bym rzeczy zrobił o różnych wyspach. Ale nie mogę Wam więcej powiedzieć niczego o "Wyspie skazańców", o czym na przykład jest ten film, bo tam wszystko się dzieje szybko i różne niespodzianki wychodzą jak błyskawice, a ja przecież nie chcę robić sporlejrów. Po prostu nie chcę, i nie będę. Nie będę!

 

Oczywiście dźwięk w tym filmie kinowym jest całkiem normalny. Opiewam go na jakieś 2-3 gwiazdki: **/***

 

a zdjęcia wziąłem z: luxedb.com, onebigphoto.com, wallpaperhi.com 

 

piątek, 13 kwietnia 2012
prywatnie

Strasznie mało ostatnio tutaj piszę srecenzji. Przepraszam. Bo ostatnio, to zrobiłem tak, że sobie głośno powiedziałem, że jeden dzień nie obejrzę ani jednego filmu. Bo wszyscy powiedzieli, że za dużo oglądam. No i się udało. To potem drugi dzień też sobie mówię, a nie obejrzę, a co?! I też się udało. No i tak mi się to spodobało, że chyba połknąłem daktyla z tym nieoglądaniem, bo wytrzymałem już prawie miesiąc!

Ale to też nie do końca prawda, to nie jest jakieś moje zgłupiałe widzimisię, bo też robię teraz różne rzeczy, wiele przedsięwzięć codziennie, nie tylko ciekawych. Również w niedziely i soboty je robię, albo w Święta.

Poza tym zobaczyłem nagle, że chyba dysponuję jednym okiem mniejszym, a drugim większym. Tak czuję, ale w sumie nie do końca, że trudniej mi się powiekę z tym okiem większym zamyka. Wszyscy mówią, że mam tak od samego urodzenia, i teraz przez te głupie filmy, że patrzę na nie za dużo, to mi się różne rzeczy wydają. Kiedyś, jak byłem mały, to kupiłem sobie gazetę "Bravo", taką dla dzieci. I tam były listy od tych co mieli problemy, i jeden list był, że chłopak miał jedno jądro wyżej, a drugie niżej. A pani mu napisała, że wszyscy tak mają, żeby sobie zobaczył. To może też mam tak z moim okiem, którym dysponuję od urzodzenia?

A może to większe oko jest normalne, tylko mniejsze zmalało?! Też w sumie czuję czasami, że ta powieka od mniejszego jakby za łatwo się zamyka...

No i jeszcze zacząłem się uczyć chińskiego, bo uważam, że bardzo chcę być kiedyś srecenzentem po chińsku, i że mi się to opłaci, bo nikt nie mówi po chińsku, tylko Chińczycy. Będę Wam pisać różne kreseczki o filmach. I blog nazwę wtedy "Sreseczki o filmach".

Więc to te wszystkie u góry powody tak zrobiły, że była przerwa na blogu. 

Ale już w ten weekend obejrzę sobie "Czarny ocean", albo "Wyspę skazańców". I na "Titanica 3d" też pójdę, ale to jak ktoś mnie zaprosi.

Do widzenia.