luksusowy blog filmowy



Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl
RSS
sobota, 23 kwietnia 2011
Krzyk 4 ***

Tutaj będą sporlejry, także jak ktoś nie widział w kinie "Krzyk 4", to niech nie czyta dalej, bo będę pisać, kto jest mordercą i kto nie jest. I o poprzednich częściach też, także nie czytajcie dalej.

No więc "Krzyk 4" jest filmem kinowym. Zupełnie nowy, ale też jakby trochę w sumie stary, bo wcześniej były przecież aż w sumie 3 części, i wszystkie przemawiały do mnie zupełnie dobrze, najbardziej 1 i 2, a jednak 3 to już mniej, bo sami przecież wiecie, dlaczego, że był słabszy. Dlatego teraz chciałbym tutaj udowodnić, dlaczego mi się czwarta część podobała, i też czasami co mi się w niej mimo wszystko nie podobało.

1. Piękne były wszystkie piersi w tej części u zupełnie każdej kobiety. U młodych, i brunetek i blondynek przecież też, każda miała piękne piersi, które mocno wystawały. Poza tym jak ktoś był starszy, na przykład Sydney, to ona też miała je piękne, albo Monika z "Przyjaciół", to ona mimo, że przecież prawie najstarsza, to jakie miała wystające! Albo matka tej kuzynki Sydney, co umarła na drzwiach, co jest na zdjęciu u góry, to przecież miała już takie zmarchy na twarzy, że aż nie widziałem takich w kinie, ale przecież w ogóle jej to nie przeszkadzało żeby być świetną aktorką, gdyż tak grała aktorsko, że normalnie aż czuć było, jak wystają jej piersi, mimo, że nie wystawały. Także aktorzy na castingu wybrani bardzo dobrze.

2. Uważam też, że pomysł, że morderczyni na końcu ucieka ze szpitala, i Sydney ją goni z policjantem i w ostatniej chwili po morderczynię ląduje na sekundę statek kosmiczny, to też jest bardzo dobry pomysł, bo skoro morderca uciekła i normalnie żyje, to znaczy, że będzie kolejna część, i to pewnie w kosmosie, to wtedy będą jeszcze bardziej musieli się natrudzić, żeby widzów wszystkich w Polsce i zagranicą zaskoczyć, że już nie będziemy tacy głupi, że wiadomo, że nie jest morderca na zewnątrz jak wcześniej, tylko w środku, albo też będą musieli się na natrudzić, żeby było ciągle miło, jak będzie o tym filmie w filmie i zasadach horroru, bo w piątej części będzie mogło tego za dużo być już wszystkiego, bo to przecież piąta część aż. No a poza tym w kosmosie, a "Alien" już był, i to ile przecież różnych części, więc będą mieli bardzo bardzo trudno z tym wszystkim.

3. Uważam też, że była muzyka bardzo dobra, i to tak, że normalnie twierdziłem, że to Vangelis, aż się ucieszyłem. A jednak przeczytałem, że to nie Vangelis. Może jakiś jego uczeń, albo nawet syn? Oraz też ważne jest, że mówili o ważnym filmie "Pirania", do którego się odwołali, tak więc oddali mu dobry hołd, czyli wszystko jest tak, jak należy z hołdem dla zasłużonych prowodyrów horroru światowego.

Chciałem też zaznaczyć, że w ogóle nie powinni przed takimi filmami sprzedawać Coca-Coli. W ogóle! Ja wziąłem sobie litrową, i po godzinie tak mnie bolało, tak się bąbelki i płyn zbierały mi w brzuchu, a wyjść odlać się nie można, bo co chwila się okazuje, że mordercą jest ktoś zupełnie inny. To niech sprzedają Colę na jakieś filmy, gdzie nie ma tylu zaskoczeń, i się nic nie traci, jakieś polskie na przykład, albo "Quo Vadis". A nie, że na porządne thrillery z zaskoczkami. Także nigdy już więcej Coca-Coli na "Krzyku". Albo jeśli tak, to niegazowana.

Oraz Wesołych Świąt!

a fota z filmu jest ze strony: thatfilmguy.co.uk

Tagi: Krzyk 4
09:53, kukok
Link Komentarze (3) »
wtorek, 19 kwietnia 2011
Między miejscami **

Jestem krytykiem, więc oglądnąłem już wiele różnych tysięcy filmów, i dopiero jak byłem w kinie na "Somewhere: Między miejscami", to mi do głowy przyszedł taki pomysł, że ja w sumie nie mogę wierzyć w nic, że to wszystko prawda, co jest w kinie. No bo weźcie pierwszą scenę, że jeździ w kółko samochód, nie? My widzimy tylko kawałek tej drogi w kółko, tak, że samochód jest, nie ma go, jest, nie ma go itd. I po pięciu minutach samochód robi stop i zatrzymuje się tak idealnie przed kamerą, że jak aktor wychodzi z niego, żeby coś tam zapalić czy siknąć, to takie jest to w sumie ładne, że tak wszystko dokładnie przed kamerą postawione, że aż jak na obrazie dajmy na to Matejki normalnie.

To teraz tak: skoro to jest film, to jasne, że ani samochód, ani aktor oni nie wiedzą, że jest kamera, no nie? No to jak oni się mogą zatrzymać idealnie przed kamerą? Że to tak im się udało raz przez przypadek jakoś? Hahaha! Powinni przecież tak się zatrzymać, że ich w ogóle nie widać, albo widać kawałek, czy inaczej, nie wiem, nie jestem reżyserem w końcu, tylko po prostu krytykiem. Po prostu żeby to było, to musi być ich widać jakoś brzydko, a nie ładnie i kropka.

Albo weźcie film kinowy "Jurajski park". I tam jest takie nakręcenie, że cały świat go zna: że daleko są zdachowany samochód w nocy i cała zesrana ze strachu laska z Samem Neillem, a z przodu nagle z góry wchodzi noga dinozaura i staje w błocie. Na stówę pamiętacie ten moment. To powiedzcie mi teraz jak ten głupi dinozaur-srozaur, skąd on wiedział tym swoim maciupeńkim mózgiem gdzie stoi kamera, że tak równo stanął, że ani nie zasłonił samochodu, ani Sama, ani nie stanął tak, że nie w obrazie, tylko tak normalnie równiutko i pięknie, że to postawienie nogi jest od wtedy takie słynne, że dali je w każdym trailerze i w encyklopediach?!?!

Albo w "Matrixie", że te kule latają co Neo tak się kołysze, że je omija wszystkie, to kamera co? Też się kołysze, że nie trafiają w nią zupełnie?

Albo ci wszyscy aktorzy, polscy i zagraniczni, dobrzy też, nawet Meryl Streep i Steven Segal, to zawsze mówią i chodzą tak, że widać ich twarz i piękne piersi, a pleców to już nie. To skoro dajmy na to Terminator T-1000 albo Alien nie wiedzą nawet minimalnie, że jest kamera, bo by ją przecież zaraz zabili, to czemu ciągle ich dobrze widać i to nie z ukrytej kamery, tylko normalnie z bliska, że widać aż pryszcze i zmarchy? Bo kłamią!

Terminator i Neo i Doktor Quinn i Doktor House oni wszyscy wiedzą, że to film, bo no nie ma chuja, muszą wiedzieć, że jest kamera, bo się do niej ciągle tak ustawiają, że ich zupełnie dobrze widać! Czyli kłamią, że jej nie widzą! Czyli, że kino to jedno wielgachne kłamstwo!

Czyli ja im od dzisiaj już nie wierzę nawet minimalnie. Będę chodził do kina, ale nie będę wierzyć w nic. Nawet w film o Powstaniu Warszawskim, jak go w końcu zrobią. I dopiero wtedy uwierzę filmowi, jak będzie taki, że wszystko będzie widać niewyraźnie. Albo najlepiej to w ogóle wcale (ale będzie słychać, bo coś musi być jakiejś dojście do widza).

 

a zdjęcie z filmu jest ze strony: scfimoviepage.com

czwartek, 14 kwietnia 2011
Braveheart - - - -

UWAGA, słuchajcie, tutaj są sporlejry, czyli jak ktoś nie widział do końca "Tańcząc w ciemnościach" i "Braveheart", i nie chce wiedzieć, że Bruce Willis jest duchem, to niech nie czyta, dobrze?

--- --- ---

Bardzo nie lubię Mela Gibsona. Jest to taki aktor, że aż nie mogę na niego patrzeć. I to jak sobie oglądam "Zabójczą broń" albo "Ptaszek na uwięzi", to on będzie ciągle taki fajny, jak Tom Cruise, który też jest taki sam, że ciągle jest taki fajny. No to ja już ich przejrzałem, że mają zawsze różne gagi i zdania mówią takie śmieszne, żebyśmy ich od razu lubili. Albo zawsze pokażą jakieś mięśnie, żeby każda kobieta była od razu zakochana jak jakaś głupia. A ich wrogowie to w sumie zupełnie brzydcy i nie żartują, nie mają żadnego mięśnia tylko brzydkie pieprzyki z włosami, po prostu oni są normalnie nie do lubienia. Dajmy na to Joker potrafił żartować, i wtedy ja go lubiłem. I nie było widać, czy ma pieprzyki. Może miał. Ale nie było widać.

No i chciałem teraz zaznaczyć, że ja tak mam, iż Mel Gibson i Tom Cruise, oni normalnie są dla mnie żebrakami. Tak, dobrze usłyszeliście, normalnie żebrakami. Tylko nie takimi o kasę, ale o ich polubienie. Ja ich przejrzałem. Bardzo ich nie lubię.

A Bjórk to już kocham. A wiecie czemu? Bo ona miała w "Tańcząc w ciemnościach" taki sweter, co wyglądał jak dla bardzo biednej kobiety. Ale takiej biednej dwa razy, że

1. biednej, że nie ma pieniędzy,

2. biednej, że ludzie ją biją albo gwałcą.

Tylko, że Bjórk nie robiła tak, że od razu ją przejrzałem z tym sweterkiem, tylko dopiero za dziesiątym, albo osiemnastym razem oglądnięcia.  Spryciara, co nie? No i jak się ma trochę inteligencji, to da się zobaczyć, że Selma jest tylko na niby biedna, że dokładnie co 7 minut i 7 sekund puszcza dla widzów oko. Czyli wychodzi na to, że ona tak naprawdę jest szczęśliwa i wesoła i sobie kurde jaja robi! Super babka! A ostatnie oko wychodzi jak ona już śpiewa na tej szubienicy, jak się dobrze przyjrzycie, to się nawet uśmiecha tak, że nie może się powstrzymać. No i jak teraz byłem zagranicą, to na kursie z pisania recenzji był Lars von Trier i powiedział mi, że zrobił wtedy przerwę w kręceniu na szubienicy i Bjórk bardzo się śmiała, tak że aż nie mogła normalnie się uspokoić i dopiero następnego dnia nakręcili, że ją już wieszają. No i powiedział mi też, że dlatego on tyle kamer video poużywał w "Tańcząc w ciemnościach", bo tylko tak Bjórk mogła trafić zawsze z tym okiem co 7 minut i 7 sekund. I że dlatego wybrał 7, że to znaczy szczęście i wesołość. Tylko, że to taka ciekawostka w sumie, bo bardzo mało osób o tym wie.

Czyli, że zarekapituluję. "Braveheart" jest takie, żebym płakał, i to nawet muzyka jest tak zrobiona specjalnie, że mam płakać, bo zabijają fajnego Mela-Srela. A ja się cieszę, bo skoro on tak bardzo chce, żebym go lubił i że jest fajny, to znaczy, że tak naprawdę nie jest fajny. Tylko chodzi do tego swojego kościoła jak jakiś ksiądz, a potem bije żonę.

wtorek, 12 kwietnia 2011
Skazani na Shawshank ****

Chciałbym teraz, bo byłem właśnie tam zagranicą na warsztatach o pisaniu recenzji i oglądaniu filmu, dlatego chciałbym teraz się zabrać za napisanie recenzji o bardzo takim trudnym w sumie filmie kinowym, czyli o "Skazani na Shawshank". Jest to film kinowy już po prostu zupełnie stary, ale wciąż o coraz więcej fanach na całym świecie, albo że już ma fanów od samiuśkiego początku, i oni są coraz mocniejszymi fanami, jak na przykład taki ja. Albo inni moi znajomi w Polsce i zagranicą. A nawet jak ktoś żyje taki, kto nie oglądnął jeszcze tego bardzo wielkiego filmu, to szybko już go nie będzie, bo obejrzy go szybko. Tak chyba myślę.

I teraz zaprezentuję tutaj dla Państwa takie coś, czego się dowiedziałem na kursie. To polega na tym, że robi się takie trzy pytania i jak się odpowie, to wtedy już zupełnie wiadomo z jakim oto filmem ma się do czynienia i można mu dać tyle a tyle gwiazdek albo polecić. Albo nie polecić.

1. Jak bardzo wiele osób idzie na ten film, oraz że go docenia?

Czyli tutaj to już wszyscy znamy prawidłową odpowiedź, czyli że bardzo dużo, a już niedługo to pewnie wszyscy, co żyją.

2. Jak wtedy piszą o nim twoi koledzy od recenzji i czy piszą dobrze?

Moi koledzy piszą o tym filmie bardzo dobrze, i szczerze się przyznam, że inaczej to ja nigdy nie widziałem, żeby ktoś napisał. Że na przykład źle, albo że ktoś nie widział, bo mu się trailer tak nie podobał, że nie poszedł do jakiegoś kina. To ja nie słyszałem i nie znam takich ludzi.

3. Ile jakichś nagród dostał ten film, ale tylko takich ważnych, np. Oscarów?

Dlatego teraz tutaj jest zły problem, bo każdy wie, że "Skazani na Shawshank" dostało tylko nominacje, gdyż zabrał wtedy wszystkie Oscary głupi jak but "Forrest Gump". Zupełnie nie wiem, za co zabrał. A najbardziej to nie wiem, że za charakteryzację, że Tomowi Hanksowi beznadziejnie dokleili brodę jak biegał, że się nie goli. Phi! To ja sobie jak golę kota, gdy ma za długie, to sobie na siemię lnianę mogę dokleić na policzki i będzie lepiej wyglądać. Głupia Akademia jak but. Głupcy!

Dlatego według tych pytań z kursu ten film nie jest bardzo wielki, tylko że poprawny. Dlatego ja się w ogóle nie zgadzam z tym całym kursem zagranicą. W ogóle! I uważam, że tylko zmarnowałem mój czas oraz pieniądze, zamiast dajmy na to kupić taki zestaw dvd teraz jest w sklepach Bergmana, to bym kupił. Pragnę także tutaj podkreślić, że muzyki do tego filmu nie napisał nawet Vangelis, a jest ona i tak piękna i wielka. I też nie ma w nim nawet jednej piranii, nawet jakiejś ości, czy żeby ktoś o piraniach mówił, to nie, nawet w kanale z gównem nie pływa. Tylko jest ze zwierząt to są:

- kruk jest, ale potem odlatuje,

- robak do zjedzenia dla kruka,

- szczur jak Andy jest izolowany za jakąś bezsensowną karę,

- ptaki śpiewają ci-ci-be ci-ci-be oraz iglijo-zofijo iglijo-pipijo jak Morgan Freeman czyta list w szkatułce ze statkiem, co mur jest obok,

- białe mewy tak latają na zupełnym końcu na plaży, że to znaczy że są po prostu wolne. Jak Andy, wolny wreszcie, że tyle przeszedł kanałem z gównem, a jednak kopał tunel. Po prostu kopał. Wolny.

wtorek, 05 kwietnia 2011
Ścigany **** **** **** ****

Ten stary film kinowy "Ścigany" jest z aktorem o wciąż bardzo wielu fanach wszędzie, z Harrisonem Fordem. On zagrał naprawdę tylko zupełnie jedną rolę, gdzie był zły, i to była rola w filmie kinowym pt. "Co kryje prawda?". A tak to generalnie grał w sumie dobrych ludzi, jak prezydenta w "Air Force One", albo, że był Indiana Jonesem, albo w tej serii o spiskach z "Czasem patriotów". Więc już teraz w końcu wiecie, co to za aktor. I tutaj w "Ściganym" też był zupełnie dobry, tylko teraz, to aż taki dobry, że aż po prostu przepięknie, bo:

- ratuje w całkiem ostatniej chwili strażnika z autobusu do więzienia, że go wyrzuca z autobusu do więzienia, jak pociąg na nich jedzie, i sam prawie przez to umiera,

- w metrze, jak jednoręki chuj morderca strzelił do policjanta, to Harrison Ford sprawdza nieprzytomnemu policjantowi puls zanim ucieka, a należy dobrze pamiętać, że ten policjant chciał go przecież normalnie wcześniej zaaresztować,

- w szpitalu jak umiera małe ciemnoskóre dzieciątko na wylew płuc, to inny lekarz znachor daje go na operację, że ma mostek złamany, a Harrison Ford, który udaje, że jest obok sprzątaczką, mówi jak to widzi sam do siebie: "Spójrz na jego zdjęcie rentgenowskie, rozumiesz?.". Tak przez zęby sobie to całkiem cedzi, no a potem jak Julianne Moore każe mu zawieźć Murzyniątko do kostnicy, to on robi jemu po drodze sztuczne oddychanie, i ono wtedy zupełnie ożywa i nawet mówi, że gra w baseball, a potem Julianne Moore mówi do szeryfa: "Harrison Ford uratował temu dzieciątku życie, panie Tommy Lee Jonesie."

- jak ucieka po schodach na śmierć i życie to ociera się trochę mocno o tam kogoś, zupełnie nie wiem kogo, i wtedy mówi: "Przepraszam.", a i nawet lekko zwalnia i się odwraca, aż tak mu przykro, że się otarł trochę za mocno.

To takie cztery wysupłałem rzeczy o tym, że doktor Kimble jest przepięknie dobrym człowiekiem-wzorem, którym każdy chciałby z nas być, bo bez wad. A chciałbym jeszcze powiedzieć o jednej wadzie w tym filmie kinowym, że bardzo nienawidzę momentu na zaporze, bo widać, że to nie człek, a manekin leci, tak macha dziwnie nogami i jakiś jest zupełnie chudy, jak ten ufoludek co wyszedł z ufo w "Bliskich spotkaniach trzeciego stopnia."

Chciałbym również zaakcentować deszcz w tym filmie kinowym, że to w sumie dobrze, że tak pada ciągle, bo Harrison Ford jest przez to mokry i ma swetry bo zimno, a jak ktoś ma sweter, jak na przykład pięknie dobra Bjórk w "Tańcząc w ciemnościach", to jest go od razu szkoda, a jeszcze jak jest mokry ten sweter, to już w ogóle od razu szkoda. Więc Bjórk i Harrison Ford są z dwóch odległych filmów, ale w zasadzie są jednak podobni, albo że nawet absolutnie tacy sami, czyli bardzo pięknie dobrzy w swetrach. Tak. Harrison Bjórk.

I na koniec pragnę zaprezentować mój zupełnie ulubiony dialog cytatowy z filmu kinowego pt. "Ścigany":

" - Co myślisz? Ja myślę, że spodoba mu się.

- Ta."

Prawda, że ciekawy i mój ulubiony?