luksusowy blog filmowy



Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl
RSS
niedziela, 17 marca 2013
Oz wielki i potężny ***

Co by tu napisać? Film kinowy pt. "Oz wielki i potężny" jest filmem zrobionym za porządne pieniądze. Ma wiele bardzo różnych kolorów i efektów specjalnych, że głowa mała. I kolory zielone są, i czerwone, i jakie tylko kolory na tym naszym świecie mamy. Jak oglądałem ten film, to w wolnych chwilach myślałem sobie, że chyba nie ma koloru, na który bym nie mógł sobie wygodnie, bo w wygodnym fotelu w kinie, popatrzeć. Bardzo zauważalne są również efekty specjalne, różne krople spadają na przykład aż tak, że prosto na nas, bo to 3D. A jak się tak porządnie zastanowić, to od razu przychodzi nam do głowy pomysł, że i aktorzy grają niczego sobie, tak że powstydzić się za nich jest w tym przypadku zupełnie niepotrzebnie. Dlatego nie róbmy tego, bo szkoda naszego cennego czasu. W końcu nie młodniejemy.

A teraz chciałbym zaprosić Was na temat o szeleszczeniu w kinie. Bo normalnie już tak nie wydolę ani krzty dłużej. Te całe multikina, to ja wiem, że bez popcornu i Coli jest nieładnie tam wchodzić. Ja na przykład wchodzę tam zawsze ładnie. Popcorn jest raczej ciałem miękkim i nie dudni, jak się go rozgryza. Ale te całe meksykańskie czipsy, no ludzie, dajcie żyć! Albo umoczcie takiego przykładowego czipsa w sosie, rozklepcie go dokładnie i poczekajcie, aż sos wsiąknie i czipsa rozmięknie. Wtedy dudnić już nie będzie. Każdy film jest generalnie długi, czyli możecie spokojnie na rozmięknięcia czekać i zjeść nawet z osiemdziesiąt cztery takich przykładowych czipsów. A jak już preferujecie, że wolicie jeść suche, to poczekajcie, aż coś wybuchnie na filmie, albo aktor porządnie krzyknie i dopiero gryźcie. Jak tak zrobicie, to nikomu nie będziecie przeszkadzać, pojecie sobie dobrze i będzie wilk i cała owca. Trochę pomyślunku albo inteligencji i da się.

Albo to całe śmianie się na głos, że nie słychać, co mówią. Przecież prawdą rzecz biorąc, 84 % tych rzeczy w filmie, że tak niby śmieszą, to przecież absolutnie nie są do śmiania się w głos, tylko bardziej do śmiania się w środku, a na twarzy tylko trochę uśmiechają nas one. Czyż nie? Albo, że ludzie kaszlą ciągle. Raz, jak byłem na jakimś polskim filmie kinowym, to z nudów zacząłem liczyć, kto ile razy kaszlnął. I wiecie, ile razy? Wszyscy razem zakasłali 840 razy! Słuchajcie, albo jesteśmy chorzy, albo zdrowi. Innej możliwości nie ma. I albo przychodzimy do kina kaszleć, albo oglądać film. Trzeba się zdecydować. Do widzenia!

Natomiast zdjęcia do srecenzji wziąłem z Internetu.

sobota, 09 marca 2013
Filmy, które mnie zrobiły: Sok z żuka ****

Do diaska! Bo ostatnio, to nie ma na co iść do kina, więc wziąłem powrót do serii o filmach, które mnie zrobiły. W sumie, to już oglądnąłem dzisiaj ten cały film kinowy "Mistrz", ale świta mi, że żeby coś mądrego tutaj o nim napisać, to trzeba by chyba mieć jakieś wtyczki u reżysera. A ja nie mam u niego żadnej, nawet małej czy popsutej. Widziałem tylko kiedyś Philipa Seymoura Hoffmana na Hali Mirowskiej, ale to chyba za mało. O, to od razu napiszę Wam, jakich innych sławnych na cały świat aktorów i reżyserów widziałem, których i Ty i Ty i każdy inteligenty człowiek chciałby z raz chociaż zobaczyć. Albo dwa. A więc, ze świata filmu kinowego widziałem takich to, a takich ludzi:

- Rutgera Hauera (zauważyłem, że ma nogi krzywe, jakby od konia)

- Gerarda Depardieu (zauważyłem, że jest niższy, niż wygląda)

- Michaela Yorka (nic ciekawego o nim nie zauważyłem)

- Lesława Żurka (zauważyłem go, jak sobie szedł)

- Keanu Reevesa (on też wtedy szedł)

- Davida Lyncha (tutaj, to ten..)

- Barbarę Białowąs (tu też)

- Alana Parkera (zauważyłem go, że nie wiedziałem, że to on)

- Nastassję Kinski (zauważyłem, że nawet na mnie nie spojrzała)

- i Rafała albo Marcina Mroczek.

Ale najbardziej, to chciałbym kiedyś zobaczyć Geenę Davis, najwyższą aktorkę Hollywood na świecie. Nawet z daleka chciałbym ją zobaczyć, że ledwo można ją poznać, iż to ona. Ej, to może już ją widziałem, tylko właśnie z daleka i nie poznałem? Ale by było fajnie. W ogóle jakoś tak fajnie, tyle filmów i gwiazd jest na świecie.

Czyli, więc aktorka ta Geena Davis zagrała kiedyś w filmie kinowym pt. "Sok z żuka". Jest to taki film, że nie znam nigdzie człowieka, co by go oglądnął w kinie. Tylko na videokasecie wszyscy. Mamy w nim brata i siostrę (Geena Davis), czyli Adama i Barbarę, bardzo wesołych i grzecznych, którzy mieszkają bez rodziców w wielkim domu. Wszystko jest cacy, ona sobie cały czas sprząta, a on się para na strychu, aż tu nagle wychodzą ze wszystkich ścian duchy. A właściwie, to cała rodzina duchów, tylko trochę pierdolnięta. I oni wtedy, to rodzeństwo, zakłada pakt, że muszą coś z tymi duchami zrobić porządnego. No, bo jak tak żyć można przecież?! Tylko wychodzi im na jaw, że jednak nic nie zrobią, bo przecież co? Bo przecież ducha nie można dotknąć! Mogą sobie najwyżej podotykać meble albo krzaki albo bułki. I tak myślą, co by tu zrobić i co by tu zrobić, aż wpadają na sprytny pomysł. Idą na most i plum! Czyli skaczą do rzeki, żeby się zabić. I wtedy robią się duchami, tak że nareszcie mogą stoczyć bitwę ze złymi duchami, jak równy z równym. Ale jak to się wszystko skończy, to nie będę sporlejrował, że jak ktoś nie widział filmu, to niech ma go przeze mnie niepopsutego.

"Sok z żuka" ma bardzo ładne przesłanie, które mnie zrobiło, jak byłem mały. I jak się tak porządnie zastanowić, to każdy głupi od razu widzi, że zaczyna ono do nas płynąć szeroką rzeką już od samiuteńkiego tytułu. A jeśli potem dodają nam się do soku i żuka te całe, co są w filmie rzeczy, jak śmierć, rekiny piaseczne, muchy i batony, to wyjdzie nam, że naprawdę warto żyć, nawet jeśli jest się tylko pozagrobowym duchem. Piękne. I ja to już wiedziałem, jak jeszcze byłem mały i do ducha mi było daleko! Dlatego uważam, że warto chodzić do kina i spędzać w nim pożyteczny czas. Bo gdyby nie kino, to byśmy byli zupełnie innymi ludźmi, albo nawet duchami. A że kino nas jakby nie było robi od samego małego, to jest, jak jest. Czyli, dziękujemy Wam, filmy kinowe!