luksusowy blog filmowy



Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl
RSS
poniedziałek, 19 marca 2012
Big Love **

No jednak nie mogę tak zrobić, że nabiorę jakiejś ryby w usta i nic nie napiszę o „Big Love”, że tak się zrobiło strasznie głośno i mnie to nie tyka. Bo tyka! Dlatego sobie tak zaplanowałem ostatnio, jak pływałem w basenie, że wyzwę na pojedynkowanie się samego Wolfganga Petersena. I to z włączonymi przynajmniej trzema kamerami! Więc sobie go wyzwę za to, że jak byłem mały, to poszedłem z babcią do kina pierwszy raz w życiu, i to był jego film kinowy: „Niekończąca się opowieść”. Widzę to kompletnie jak dziś, że siedziałem w pierwszym rzędzie, a moja babcia z tyłu bardziej, bo nie mogła podnosić głowy, że ją tak sporo zadzierać ku górze. Teraz już może, bo miała całe mnóstwo rehabilitacji na kręgosłup i przepuklina jądra miażdżystego się wsiąkła. Lekarze sami w sumie nie wiedzą, gdzie. Ale to moja babcia, co potrafi niejedną taką rzecz.

No i w tej całej „Niekończącej się opowieści” jest scena, jak mały Kevin jedzie sam z koniem przez straszliwe bagna i one zaczynają go wciągać. Konia! I ciągną i ciągną z całych sił, a Kevin krzyczy bardzo głośno i również smutno: „O nie! Nie toń Ty mój koniu! Słyszysz?!”. I ja tak wtedy zacząłem płakać głośno, a im bardziej konia wciągały krwiożercze bagna, to ja coraz to głośniej z Kevinem krzyczałem: „Nie, koniu Kevina! Nie!”. I musieli mnie z kina po prostu wywalić, bo inni nie mogli nic oglądać i usłyszeć. Ale nie tak mnie wywalili, że mnie wzięli i wyrzucili, bo byłem mały w końcu.

I teraz będzie najgorsze. Mam aż do tej pory dokładnie tak, że jak widzę jakiegoś konia, chociażby konia karzełka, takiego kucyka, to od razu chcę go z całych sił ratować. Nawet jak jest na jakimś obrazie w muzeum. A z kolei jak widzę bagna, albo jak pływam w basenie nawet nieraz, to płacze, bo wydaje mi się, że jestem tym koniem i tonę teraz. Raz pojechałem na rower do Puszczy Kampinoskiej z bagnami, to płakałem. Do drzewnej kory się przytuliłem. Ale tylko trochę płakałem, bo to w końcu małe bagna. Jak karzełek kucyk. Jednak to dobrze, że nie mieszkam na przykład na zabagnionej do cna Florydzie. Ale gdybym tam się wyprowadził później, jak planuje na starość, to pewnie już bym nie mógł, i dawno bym wyzwał w pojedynek Wolfganga Petersena ze swoim filmem, że mi zrobił tyle smutku do teraz aż. Niech się on ma więc na baczności na wszelki wypadek, dobrze mu radzę. Słyszysz, Wolfgangu?! Hörst Du mich Herr Wolfgang?!

Ale i tak opiewam ten film „Niekończąca się opowieść”, na cztery gwiazdki: ****. Tak samo opiewam inne filmy o zwierzętach jak byłem mały, czyli „Willow”, że czarodziejka to łasica, a potem kruk, a potem koza. „Sok z żuka”, że biedną muchę zjada cmentarny potwór. No i „Naga broń”, że ładny boberek. Że to po prostu są cztery filmy, które mnie wychowały. Takie moje cztery przyszywane mamy. Jestem teraz trochę, jak one wszystkie na raz. Dziękuję Wam, moje filmy-mamy, co mnie też wychowały!

 a zdjęcia wziąłem z: futuregamez.net, alicia-logic.com, lindastupart.com, kiasoulforums.com



środa, 14 marca 2012
Podwójne życie Weroniki - ale o co chodzi?

Barbara Streisand, co mnie często i gęsto komentuje, to poprosiła, żebym jej tu zesrecenzował bardzo trudny film pt. "Podwójne życie Weroniki". Ja to już sam w sumie nie wiem, bo oglądnąłem go tyle razy, i sam w sumie nie wiem, o co w tym filmie reżyserowi się rozchodzi. No bo tak, "Dekalog" to już wiem, że chodzi o dziesięć rzeczy, co były związanych dla ludzi w PRL-u z życiem prywatnym, ale ich nie mieli, bo rządziła bieda. Czyli, że jedynka, to o dzieciach, co są biedne, bo nie mają normalnych po ludzku lodowisk. A mogłyby się okazać wielkimi łyżwiarzami? Po prostu na pewno mogłyby. Ale nie, bo nienormalni komuniści woleli zbudować Pałac Kultury, zamiast paru nawet głupich lodowisk z normalnej wody z kranu.

A że piątka, to o tym, że taksówkarze powinni mieć przecież broń do bronienia, jakiś pistolet chociaż. A nie mieli, bo głupi komuniści woleli za to zbudować Pałac Kultury! I to sami nie wiedzieć już chyba po co. No, a że dajmy na to szóstka, to że jak to jest sobie żyć ciężko z braku pornusów, że trzeba podglądać tam kogoś ciągle, bo komuniści zamiast chociaż dać ludziom kilka zdjęć zwykłych pochew, i to niech na te ich kartki nawet, to woleli zbudować Pałac Kultury! Aż się normalnie we mnie krew przelewa! Gdybym ja wtedy żył, to bym im ten Pałac Kultury pomalował w wielkie szlaczki! Srali muchy, będzie wiosna, obiecali metro i co? I nie było. Dopiero teraz jest, jak je zbudowali w końcu.

Potem z następnej w kolei są "Trzy kolory", i tutaj były różne: "Niebieski", "Czerwony" i "Zielony" chyba. I tak aż w jakąś głowę zachodziłem coś koło roku, o co z tymi kolorami chodziło. No i potem, jak to już dawno po śmierci Kieślowskiego, co on umarł, to się okazało, że przecież nie, to nie o jakieś kolory chodziło przecież! Haha! Tylko o to, że za każdym razem różne główne aktorki, ale zawsze z Francji jednak, ale różne, i operatorzy różni, scenariusz też zawsze inny, czyli że kolory w tytułach też musiały być po prostu inne! Pfff... Prościzna, wystarczy trochę pomyśleć.

No i w końcu ten cały "Podwójne życie Weroniki". To teraz leci taki serial na Zone Romantica "Podwójne życie Angeliki". On jest o kobiecie, co miała męża z wielkiej miłości, i on zmarł przez zatopienie. A ona tak płakała. Tak bardzo... Aż sami nie wiecie, jak bardzo. Ale potem znowu znalazła innego męża, i to też z wielkiej miłości, to wzięli ślub. A tu nagle ten pierwszy się znalazł, że jednak żyje wyszło! I teraz ona ma dwóch mężów naraz, i to zupełnie różnych. Ale to różnych aż tak, że jeden ma np. wąsy, a drugi nie! Jak sobie już pewnie myślicie, teraz ona sama nie wie, co ma z nimi zrobić. Ale co w końcu zrobi, to będzie w najdalszym odcinku. I tam chyba będzie tkwił magiczny klucz do wielkiej, tajemnej zagadki filmu "Podwójne życie Weroniki", co nam ją zostawił Krzysztof Kieślowski, droga Pani Barbaro Streisand. 

 

a zdjęcia wziąłem z: nfidel.salon24.pl, http://telenowele-tv.bloog.pl 

piątek, 09 marca 2012
"Wstyd" ****

Ja to w ogóle lubię filmy, że się ludzie w nich rozbierają aż do samych nagich członków i pochew. Bo takie to właśnie filmy są po ludzku prawdziwe. Tylko, że właśnie obecnie brzmi wielka dyskusja o "Wstydzie", że zupełnie zdolny i porządnie wykształcony aktor pokazuje tam z dużą wielokrotnością członka, którego posiada. I jest on, ten członek, zupełnie rzadki na świecie, co nawet sam George Clooney powiedział na Złotych Globach, że Michael Fassbender to powinien grać w golfa raczej, bo tam dobrzy golfiarze mają przeważnie takie właśnie jak on, rzadkie członki. Głupek. Kompletnie tego nie umiem zrozumieć, że zamiast mówić coś ważnego jak już ma ten mikrofon, to twierdzi coś takiego. I jeszcze dodatkowo wszyscy za nim to powtarzają, jak jacyś nienormalni.

A przecież każdy choć co ma trochę inteligiencji, to wie, że aktor i aktorka to są też ludzie i mają jak wszyscy na świecie głowę albo sutki albo żołądek. No to członki i pochwy też mają i je po prostu po ludzku posiadają, nie?! A co, nie mogą? Mogą, i od tego są aktorami, żeby je pokazywać, bo wtedy jest normalnie, bo prawdziwie i po ludzku. A nie, że ktoś się rozbiera jakaś tam dajmy na to Julia Roberts i kamera od razu do góry, albo na dół, albo dookoła i tam i siam i sram, byle tylko nie pokazać pochwy, jakby Julia Roberts jej nie miała. A właśnie, że ma! Albo, że cały film leci np. "Cube" i nikt tam nie idzie siku albo kupę! To co oni z tym robią, ja się teraz pytam? Hę? Wypotowują? Albo w "Oczy szeroko zamknięte" to Kubrick ponakręcał wszystko ładnie pięknie, że na wierzchu widać pochwy i członki, ale nie, potem jak zmarł, to głupi producenci musieli podorabiać komputerami jakieś wazony, żeby pozasłaniać zwykłe jak by nie było ciała. Nieprawdziwe wszystko, nieprawdziwe. Dlatego z filmem kinowym "Wstyd" ja się cieszę, bo to i dobry film, i prawdziwy z nagością na wierzchu, i ma piękne zdjęcia, i jest on dla mnie po prostu jak ryba w wodzie. Mam teraz nadzieję, że aktorzy się zaczną porządnie rozbierać w końcu, a nie tylko ruchać poduszki jak w "Kac Wawa".

A w ogóle, to dźwięk w tym filmie oceniam na maksymalnie aż 4 gwiazdki, bo było wyraźnie słychać wszystkie mokre odgłosy i piękną piosenkę o Nowym Jorku.

A zdjęcia Kate Winslet, Ewana McGregora i Julianne Moore to musiałem pozasłaniać im pochwy i członki, bo by mi zablokowali, że dla dorosłych. Ehh.. To one są z: http://www.cracked.com/funny-6195-drugs-in-movies/, chud.com, m.bt.dk

sobota, 03 marca 2012
Kac Wawa ****

Ja to w ogóle uwielbiam filmy o ruchaniu poduszek. Albo ciast. A w nowym polskim filmie kinowym "Kac Wawa" jest właśnie o ruchaniu poduszek. Poza tym jest to obraz o czwórce wspaniałych przyjaciół, którzy spotykają się, żeby robić różne rzeczy razem. Albo że robić je z narkotykami. Albo z pistoletem. Albo z Michałem Koterskim, że gra homoseksualistę nawet chyba bardziej utalentowanie niż Sean Penn w "Milk". Albo z Jessicą, że to taka śmieszna pani prostytutka z popsutymi zębami. Ale mimo to wszystko, mimo tych śmieszności, ja jednak muszę szczerze teraz napisać, że tak naprawdę to jest to raczej bardzo zwykły film o zupełnie niczym, i taki trochę wydaje mi się czasami głupi. No i przecież skopiowany z "Kac Vegas"!

Tylko, że w USA są inni aktorzy, duuuuużo gorsi. A my to jednak mamy takich o wielkim talencie, którzy, że jak nawet będą musieli zjeść kupę, bo tak będzie chciał ich reżyser, albo ten co pisał film, to zrobią to. I zrobią to wspaniale i to będzie i śmieszne i pouczające. Oraz interesujące. Dlatego uważam, że należy iść w trymiga do jakiegokolwiek kina na "Kac Wawę", nowy polski film kinowy, bardzo śmieszny i pouczający z naszymi aktorami o wielkim talencie, i o wielu fanach. I bardzo odważnych, że tak często kręcą filmy, że biegają nago, albo srają. Czyli życzę udanego seansu!

Tagi: Kac Wawa
12:42, kukok
Link Komentarze (1) »
piątek, 02 marca 2012
Kobieta w czerni ***



Ja to w ogóle uważam, że bardzo lubię różne horrory, i nawet jestem miłośnikiem tych jakby nie było, filmów. A już najbardziej to lubię filmy co robią, że mnie straszą, ale tak, że w sumie nie wiadomo, jak one to robią, że straszą, bo nic nie widać. Weźmy dajmy na to taki film kinowy "Ukryty wymiar". Jest to obraz o science-fiction, że tajemnicza wyprawa leci na koniec kosmosu, bo tam zostawił ktoś statek, że nie wiadomo, co się w nim dzieje, nikt przecież nie odpowiada na żadne radio. Pewnie teraz myślicie, że: "pfff... ale straszne.. pfff... to było miliony razy już", że w "Odysei kosmicznej", albo w "Obcym", albo w "Solaris", i też w innych u Lema, ale to książki, to się nie liczy. Tylko, że w "Ukrytym wymiarze" jest raz coś takiego, że oni, ci bohaterowie ratunkowi, są w pokoju i coś wali im w drzwi z drugiej strony. Ale tak mocno, że aż huk jest. HUK! I oni nie wiedzą, co to wali! I się boją. I ja też nic nie wiem, i z nimi też się boję, i to jak sam chuj!

 

Albo weźmy ten cały "Obcy - decydujące starcie". I tam jest taka scena, co jest tylko w jakiejś tam rzadkiej wersji, bo Cameron jak zwykle ich musi mieć tysiąc pięćset sto dziewięćset, to natrafiłem kiedyś na Polsacie w podstawówce na taką wersję, że oni, ci bohaterowie, stoją sobie w pokoju i za drzwiami są karabiny same, że jak coś się ruszy na korytarzu, to one tratatatata! Zabijają na miejscu. A bohaterowie mają licznik. Nie widzą karabinów, tylko widzą, jak ten licznik idzie, że karabiny wystrzeliły 1 nabój, potem 2, 3, 10, 77, 178 itd. To ile tam tych obcych musi być, to oni aż sami nie wiedzą, tylko się bardzo boją! I ja też nie wiem, i też wtedy z nimi się boję bardzo.

 

Albo weźmy taki stary ze zmarchami film "the Haunting" z 1963 roku. Taki gitas horror, że aż nie ma teraz takich wcale, a wcale. Szkoda. Jest on ludziach, co są w nawiedzonym domu i tam coś ich straszy, i oni, ci bohaterowie, są w zamkniętym pokoju i nagle coś wali w drzwi, ale tak mocno, jakby walił King Kong wielkim młotem. I oni nie wiedzą, co to wali, bo raczej nie King Kong. I się boją! A ja, to jeszcze bardziej.

 

Albo "Blair Witch Project". Ja wiem, że Wy go nie lubicie, ale jak byłem w ogólniaku w kinie z klasą, to tak się bałem, że chciałem wyjść, ale było mi głupio przed panią od polskiego. Ale wiecie, czego się bałem najbardziej? Jak oni wyszli z namiotu w nocy, bo takie odgłosy ich obudziły jakichś kamieni, czy coś, i świecili latarką w las, i wołali: "Hello! Is anybody here?!" I żadne body im nie odpowiedziało, tylko ten odgłos kamieni. I widzieli tylko kawałek lasu, bo latarkę mieli na wyczerpane już do cna baterie. A dalej już tylko wielkie ciemno. I właśnie tego, że dalej jest ciemno, i oni nie wiedzą w sumie, co tam w nim jest, i ja też nie wiem, to tego się bałem naj naj najbardziej.

 

I ta cała "Kobieta w czerni" to trochę w sumie też taka jest, że zupełnie mało widać, a straszy jak nie wiem, co. Jakby za drzwiami coś było, o czym nikt nic nie wie. Czyli, że dobry to film kinowy w sumie. A dźwięk taki sobie, w sumie to nie wiem raczej chyba, to daje mu 2 gwiazdki: ** 

foty wziąłem z: portail-svt.com, guff-emporium.blogspot.com, imdb.com, ivewatchedit.com, filmfan.pl, sztukahistorii, blogspot.com

 

czwartek, 01 marca 2012
Oscary... Pfff...

No i co z tego, że były Oscary? Pfff... Wiecie, co ja je robię? Ja je bojkotuję! Nawet słowa złamanego o nich tutaj tym razem nie napiszę. Będę jak TVP. To taka telewizja, co ma misję, że krzewi różne kulturalne rzeczy w nas, Polakach wszystkich, i w Tobie też. Tylko, że jak był "Katyń" zanominowany do Oscara, to oni się horrendalnie wypięli i nie zrobili żadnej transmisji! No do cholernego diaska! A taki ważny film to jest przecież. Ale, że "Klan" to się wręcz nie zesrają, ale odcinek będzie choćby nawet sam Einstein nie wiedziałby, co!

Nie wiedziałby! Nic nie wiedział!!! 

Po "Katyniu" oni się powinni wziąć w porządną garść i pomyśleć. Wycisnąć sobie myśl o tym, że zrobili błąd nad błędami, a błędy są od tego, żeby je nie powtarzać. Ale co zrobili? To Agnieszka Holland i Robert Więckiewicz i Juliusz Machulski pojechali do Hollywood, i tak bardzo by na pewno chcieli, żeby każdy Polak miał kciuka w mocnym do białości zaciśnięciu za nich, jak tam siedzą. Ale nie, bo TVP jest jakaś głupia, albowiem robi sobie błędy, i się z nich nie uczy. Nic, a nic!

I tylko jacyś kompletnie nieliczni, co radia słuchali, albo miliarderzy co mają Canal Plus, to oni mogli potrzymać te swoje parę kciuków na krzyż. Ale ludzie, to przecież zupełnie za mało! I to właśnie dlatego nie mamy znowu Oscara - przez po prostu brak kciuków. Przez tę całą TVP, co ma najbrzydszy nowy budynek na świecie! W kształcie rolki filmowej, hahahaha! Chyba toaletowej.

TVP... Pfff....