luksusowy blog filmowy



Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl
RSS
niedziela, 27 marca 2011
Oczy Julii ****

Jest to film kinowy, o tym, że najpierw bierzemy inny zupełnie film kinowy z USA pt. "Kontakt". Gra tam aktorka o wielu fanach Jodie Foster i wtedy bierzemy jej oko jak była mała, a tam w tym oku na samym rozpoczynaniu filmu się okazuje, że są różne piosenki oraz przemówienia, nawet Hitlera przemówienie pierwotne o olimpiadzie w Berlinie, tak więc też są przeróżne, kolorowe księżyce, oraz cała Ziemia, meteoryt, ufa oraz galaktyki i w końcu już zupełnie wszystko, że i ja i Ty, Twoja mama, Twój pies i obroża tego psa i kupy tego psa, co po zimie śnieg jak topnieje, to się odsłaniają na chodnikach, że potem można w nie sobie wdepnąć i potem tym samym oto butem wejść do domu i małe ciupinki kawałeczków kupy, że je nie widać gołym okiem to je zostawić tym butem na dywanie, a potem wstać w nocy że siku, i gołą stopą stanąć na tym maciupkim kawałku kału Twojego psa, a potem że na przykład nam żona liże rano stopy, ponieważ ma taki fetysz że nas tak lubi obudzić i my się z nią na końcu całujemy jak na filmach. Czyli, że to wszystko też jest w oku małej Jodie Foster z filmu kinowego pt. "Kontakt".

I potem bierzemy film kinowy, tym tutaj razem z Europy z Hiszpanii pt. "Oczy Julii" i go po całości oglądamy, a jak jest scena, że ona udaje, że nie widzi i ma pić zatrutą herbatę, to oglądamy tę scenę dwa razy, bo jest ładna i porywająca. Wtedy później mamy koniec filmu, że jest oko jej męża, tylko że w niej wsadzone i wtedy nagle przecież my wchodzimy w to oko! To tak w sumie jakbyśmy w jej męża wchodzili, a tam cały wszechświat! I to taki sam jak u małej Jodie Foster w "Kontakcie", więc teraz uwaga:

Ten mąż w "Oczach Julii" ma jakieś dajmy na to 50 lat, a mała Jodie Foster ma w "Kontakcie" jakieś 12 lat. Oboje mają wszechświat w okach, czyli, że albo ten mąż jest pedofilem. Ale nie jest, bo to już było w "Taksówkarzu", że Jodie Foster była mała dla pedofili. Więc zostaje inne, prawdziwe rozwiązanie, że mała Jodie Foster i ten mąż, to jest jedno i to samo. Że to ten sam bohater i on się nazywa...

... że Bruce Willis jest duchem!!! Ha! Ale zaskoczka, co?

Takich właśnie cudów się nauczyłem na warsztatach z recenzji filmowych w Międzyzdrojach, co już pisałem. Sobie je przypomniałem właśnie na "Oczach Julii" w kinie, to od razu wyjąłem zobaczyć moje notatki z wykładu o dialogu, w którym rozmawiają różne, zupełnie obce dla siebie filmy, jak tutaj, że z USA i z Hiszpanii. Jakby ktoś chciał, to mogę wysłać na maila te notatki. Albo może nie, bo w sumie płaciłem za te wykłady, to za darmo tak wysyłać, to nie.

Papapa!

piątek, 18 marca 2011
Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł

Jest to film kinowy, któremu nie przynaję żadnej gwiazdki, gdyż jest on o zbyt ważnych rzeczach i wydarzeniach, żeby mu stawiać jakieś tam nienormalne słoneczka, jak dla "Incpecji", albo "Wojowniczym żółwiom ninja". To nie domowe przedszkole, ludzie!

Tylko to bardzo poważna rzecz, nie do śmiechu i nie do gwiazdek. Film ten kinowy będzie dla każdego Polaka, w Polsce oraz za granicami, który to Polak ma chociaż jakiekolwiek serce, to będzie temu jego sercu "Czarny czwartek" się podobać tak, że aż będzie mu serce normalnie płakać i krwawić. Zupełnie jak mi.

Dawno, już dawno, chyba z rok, nie było u nas w Polsce filmu o ważnych dla nas rzeczach, nie że tylko o komediach z willami, ale o naszej trudnej historii, o której ciągle zupełnie ciężko mówić, a co dopiero kręcić filmy. Ale w sumie te nasze filmy kinowe o historii to jakby tak pomyśleć inteligentnie, to jest ich już w sumie dużo. Tutaj teraz taka mi przychodzi opinia, że my Polacy to jesteśmy jednak bardzo silni, bo skoro tyle ciężkich filmów kręcimy, to powinniśmy już dawno umrzeć na samobójstwa ze smutku, a żyjemy. A co dopiero aktorzy i reżyserzy, co robią te filmy! Weźmy dla przykładu taką zwykłą Hiszpanię, to przecież oni są moim zdaniem narodem bardzo słabym, prawda?

Nieprawda?!

Hę, to powiedz mi dlaczego skoro mówisz, że oni są aż tacy silni jak my, to nie kręcą filmów o ich Inkwizycji, albo o generale Franco, że to morderca i Szatan? Hę?! Dlaczego? Bo nie są bardzo silni! Albo na przykład Czechowie. Że ich dłużej od nas nie było w niepodległości, albo te wszystkie czołgi, co ich mieli ciągle po wojnie i morderstwa, i co? Właśnie, nic! Zero jakiejś krzty siły!

Dlatego uważam po tym filmie kinowym o czarnym czwartku, że jesteśmy... Zresztą, sami sobie wiecie.

Ja to bym tylko na minus chciał zaznaczyć, że plastikowe okna bym pozamieniał w tym filmie kinowym jednak na jakieś stare, bo białe świeciły za bardzo, że nowe. Ale to w sumie można patrzeć tak, że: "Patrzcie, co tu się działo 40 lat temu! A teraz, jak kręcimy o tym film kinowy, to już mamy plastikowe okna, bo się wszystko dobrze skończyło.". Więc może tak miało być, że je widać? Kto wie...

Czuwaj!

piątek, 04 marca 2011
the Ordeal, Twentynine palms, Christopher Guest

Teraz już po tych wszystkich ujebanych w złocie Oscarach, chciałbym wreszcie wrócić do normalnego pisania bloga, gdyż przez głupią i osraną Akademię Filmową narobiły się tutaj jakieś wiekopomne zaległości, więc dzisiaj aż raczej o trzech rzeczach na raz będzie, a kto nie da rady, ten trąba!

1. the Ordeal - mówimy też na ten tytuł "Kalwaria", to zrobiony tutaj w Europie film kinowy i jest to normalny horror (czyli, że to nieprawda, a nie jak w thrillerze że prawda), bardzo straszny, ale dodatkowo z piękną sceną męskiego balu w karczmie, poza tym robią w nim aktorzy dobrą pracę i tak normalnie trzyma w takim napięciu, że aż nie idzie wytrzymać na końcu szczególnie, to ja polecam, bo to horror trochę inny, czyli z Europy, tylko szkoda, bo już w Ameryce takie robili filmy kinowe milion lat temu, że o kimś takim jak my, kto pojechał do dziwnej wiochy np. z piłami na łańcuchy, ale tutaj Belgia i Luxemburg zrobiły, piękne kraje o pięknych dolinach i muchach, to ciekawe, jak zrobiły taką starą zaświechtaną jak trawnik po zimie historię po europejsku. Zupełnie ciekawe! Zaznaczam również, że jest niezmiernie warto zdać sobie wagę z tego, jak jeździ kamera czasami, że aż niewiadomo, jak oni ją poustawiali, to już prawie jak w "Co kryje prawda?", tylko tutaj bez komputerów jakichś raczej.

Czyli tak w sumie na rekapitulację można powiedzieć, że jest to film z Europy, ale wygląda jak z Ameryki trochę.

2. Twentynine palms - tutaj z kolei mamy wszyscy z kolei film kinowy amerykański, czyli że tym razem myślicie, że szybko wszystko i dla zupełnie każdego, że nawet ślepy albo głupi trup zrozumie, ale nie nie! Co to, to wcale nie tak! Tutaj proszę ja Państwa jest tak, że zupełnie nie wiadomo o co chodzi, i to nawet nie ma kto nam wyjaśnić, bo jest tylko od początku aż do samych napisów tylko kobieta i mężczyzna, jacyś dziwni, albo psychicznie chorzy, tylko jadą, ruchają się na pustyni i piją koktajl w łóżku, ale że to amerykański film, to ten kto widział "6 zmysł" to będzie się końcówka podobała mu i to super!

Czyli tak w sumie na rekapitulację można powiedzieć, że jest to film z Ameryki, ale wygląda jak z Europy trochę.

3. I teraz ostatni film, albo że reżyser Christopher Guest, robi on proszę ja Państwa takie filmy, że to wygląda jak film o prawdzie, dokumentalny, ale to nieprawda tylko mockumentary, takie słowo z Internetu można sobie sprawdzić, MOCKUMENTARY!!! I w każdym prawie jego filmie kinowym tego reżysera jest mama Kevina gra, i teraz uwaga!!! bo tutaj trochę na czasie będzie, bo w filmie pt. "For your consideration" jest też o Oscarach, gdyż to film o filmie i aktorzy są zanominowani do Oscarów! Także na czasie, więc zupełnie warto się zapoznać. Poza tym strasznie śmieszne i radosne też jest "Best in the show" i "Waiting for Guffman", jak ktoś lubi takie długie dialogi i trochę dłuższe niż w "Walka o ogień", ale takie podobne jak u Woody'ego Allena, tylko że zupełnie śmieszne, to będzie tak zupełnie zadowolony, że ani jedna mucha nie siądzie na jego plazmie!

Czyli tak na rekapitulację można powiedzieć, że jest to film z Ameryki, ale wygląda jak ja.

wtorek, 01 marca 2011
no i po tych całych łoscarach

Czyli jesteśmy już wszyscy po Oscarach, i wiemy że to wszystko się różnie okazało, ja na przykład trafiłem 16 nagród, a 7 już nie, czyli mniej trafiłem, niż w zeszłym roku. Również dostałem, jak przepowiadałem, Oscara za najlepszy niezgapiony scenariusz, powinien być dodany do tego, że też najlepiej ukradziony, no ale niech już mają, moja strata.

I teraz ten, chciałbym taki ranking ustanowić, co było piękne, a co brzydkie na Oscarach. Czyli, że tak:

najpiękniejsze podziękowania: to najbardziej Melissa Leo, jak się prawie popłakała, taka była jak Roberto Begnini kiedyś, że aż bym ją przytulił i poczuł jej piękne piersi.

najśmieszniejsza rzecz: to jak wyszedł Kirk Douglas i żartował, aż cała sala się śmiała, śmiał się cały świat, bo on co słowo, to aż śmieszne, taki zabawny jest ciągle, a ma przecież 100 lat!

druga najśmieszniejsza rzecz: to jak James Franco wyszedł, że się przebrał za Marylin Monroe, to był strasznie śmieszny, aż się zupełnie udławiłem piwem, co piłem w łóżku.

trzecia najśmieszniejsza rzecz: to cały czas jak Anne Hathaway i James Franco prowadzili, to jeszcze nikt tak nie poprowadził, że tak zupełnie inaczej i jakoś nowocześnie, oraz bardzo śmiesznie i inteligentnie, brawo dla młodych, że oni, co powiedział już przecież Tomasz Raczek, że zmieniają wręczania Oscarów i całą kulę ziemską!

kobieta z najpiękniejszymi piersiami: to prawie wszystkie, bo wszędzie były dekolty takie, że było prawie widać wszystkie piękne piersi, ale najbardziej to u Sharon Stone, która była ciągle najpiękniej pomalowana, ciągle jak w Nagim Instynkcie, czyli na biało.

najlepsza rzecz, że się płakało: to jak na końcu wyszedł chór dzieciątek i zaśpiewał Over the Rainbow, to aż wypłakałem całe piwo ze tego całego wzruszenia, ehh.

najbrzydsza rzecz: to chyba teraz żadnej nie było, tylko reklamy no Pro 7 ciągle takie same, że pociągiem w Orient Expressie jedzie Amelia, to najpierw o 3:00 była ona piękna, ale już o 5:30 taka brzydka, że aż jak baba z wanny ze "Lśnienia".

Poza tym myślę, że "Jak zostać królem", mimo że teraz wszyscy wiedzą, jak nim zostać, to i tak nikt nim nie zostanie. I to że wygrał, to jest jednak sprawiedliwe i się cieszę, że taki mądry film, no trochę stary, bo "Rocky" był o tym samym, a to przecież było 30 lat temu, czyli że "Jak zostać królem" trochę stary, ale co tam. Jak coś jest mądre, jak "Ludzie bezdomni" na przykład, to się powinno cały czas o tym przypominać, bo się nie starzeje nigdy. Rozumiecie? Nigdy!