luksusowy blog filmowy



Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl
RSS
wtorek, 31 grudnia 2013
rok 2013 w Polsce i w Hollywood

A teraz proszę bardzo, oto napisałem osobistą kolekcję wydarzeń, na które zwróciłem najmocniejszą uwagę w roku, który właśnie umarł - 2013. Uważam, że na pewno coś tam pominąłem, no ale mówi się, iż trudno. Nie jestem przecież jakimś wielkim jak Jowisz albo Saturn komputerem. Zresztą, jaką mamy wszyscy pamięć, wie dobrze każdy, kto zapomniał kiedyś kupić bilet na autobus i dostał mandat. Zatem uwaga, prezentuje różne wydarzenia, najczęściej ciekawe i raczej datami nie po kolei:

- film kinowy "Wałęsa. Człowiek z nadziei" zostaje zgłoszony, że ma dostać pierwszego w światowej historii Oscara dla filmu polskiego, 

- można obejrzeć na wielu ekranach film kinowy "Sęp", który powinien nazywać się raczej "Kuropatwa", albo "Gil", taka jest prawda,

- Steven Soderbergh mówi do kamery, iż nie będzie już robić nam filmów kinowych i koniec dyskusji! Jednak dla HBO, to zrobi tego całego "Wielkiego Liberace", ale pod warunkiem, że w Europie pokażą go w kinach,

- Angelina Jolie czyni przepiękną rzecz, którą każdy porządny kinoman by jej się nie spodziewał, iż ją zrobi. Można? Można, brawo! 

- film kinowy "Wałęsa. Człowiek z nadziei" jednak nie dostanie pierwszego w historii Oscara dla filmu polskiego, ale i tak jest sukces, ponieważ było blisko o włos tylko,

- do Polski przylatuje słynny Kevin Spacey, któremu każdy porządny kinoman chciałby potrzymać przez chwilę dłoń albo chociaż głowę na swoich udach,

- w Internecie pokazują zdjęcie bardzo niewyspanego Andrzej Chyry,

- TVP znowu nie upubliczniła na żywo, jak aktorzy i aktorki płaczą, gdyż dostali Oscara,

- oglądam najlepszy film kinowy roku 2013 pt. "Nebraska". Nie wiadomo jeszcze, kiedy pokażą nam go w polskich kinach. A może nie pokażą i trzeba będzie go ściągać?

- następuje premiera wielkiej jak kosmos "Grawitacji". Widzieli ją już raczej dosłownie wszyscy, a ona ciągle w kinach leci i leci. Ciągle i ciągle. Ach, cóż to za filmisko! Przy "Grawitacji" dziesięć razy droższy "Hobbit..." to zwykłe filmiątko spod ogona jakiejś mokrej sroki, 

- kręcą "Miasto 44", czyli pierwszy porządny film o powstaniu warszawskim, na który czekam jak na "Grawitację" czekałem. Hura!

 

czwartek, 19 grudnia 2013
"Hobbit: Pustkowie Smauga"

Dzień dobry. Obecnie zajmę się rzeczą, którą każdy porządny kinoman chciałby znać od wieków, czyli jaki właściwie jest ten cały film kinowy pt. "Hobbit: Pustkowie Smauga"? Czy jest on ciekawy, jak nie wiadomo co? Czy występuje w nim smok, o którym nie mieliśmy zielonego pojęcia, że istnieje? Oraz pytanie najważniejsze pod słońcem: Na ile gwiazdek "Hobbita..." opiewam? Więc, po kolei.

Pierwsza, główna rzecz, którą chciałbym wszystkim uprzytomnić brzmi, że film jest długi na prawie trzy godziny. Kiedy tak siedziałem w kinie, to myślałem sobie w wolnych chwilach: "Całe szczęście, że nie kupiłem Coca-Coli, albowiem musiałbym w końcu iść do toalety, czyli kompletnie bym stracił jakiś ważny fragment". A jest ich dosłownie wiele! Przez cały bowiem czas bohaterowie idą i idą, a to znaczy, że wszystko się zmienia jak w jakimś pieruńskim kalejdoskopie, albo jak niektóre osoby rękawiczki, na przykład nimfomanki. Więc idą i idą, przechodzą przez różne niebezpieczeństwa, najczęściej rozmaite, z pająkami wielkimi jak arbuzy-mutanty włącznie. A jak nie idą, to płyną beczkami, co jest w sumie trochę identyczną kopią "Dzikiej rzeki" z Meryl Streep, jak się tak mocno przyjrzeć. Tylko nie ma Kevina Bacona. Ale generalnie, to używają nóg i stóp. Szczerze? Przez to, że oni tak idą i idą od pierwszej jakby nie było części rok temu, to zapomniałem już dokąd właściwie chcą dojść. Sobie myślałem w kinie: "Może do domu?". Cóż, będę musiał cierpliwie poczekać kolejny rok na część trzecią. Wtedy po prostu ten ich cały cel naocznie zobaczę.

Druga, główna rzecz: dubbing, czyli że wszyscy mówią po polsku. Możemy w "Hobbicie..." usłyszeć na własne uszy, jaki piękny język mamy i jaka szkoda, że nie możemy już chodzić do szkoły na lekcje języka polskiego. Ach, jak niesłychanie chętnie poomawiałbym z nauczycielką przykładowe lektury, które tkwią w naszym kanonie! No cóż, mówi się, że trudno i że nie można mieć wszystkiego, co się sobie ot chce. Zatem polscy aktorzy wymawiają swoje teksty wyraźnie, z jakby chrypą i prawdopodobnie schodzą głosem najniżej jak potrafią. A aktorki, to niestety jest ich za mało, żeby postwierdzać, więc powiem tylko, że mówią raczej ładnie. Sumując, dzięki temu wszystkiemu rozumiemy każde słowo tak porządnie, jakby w "Hobbicie..." czytała na raz cała masa lektorów! Szczerze? Wyznaję preferencję, iż wolę napisy, ale jak mam pod jakąś straszną groźbą wybierać: albo napisy, albo cała masa lektorów na raz, to stawiam na lektorów. Chciałbym jeszcze dodać ciekawą uwagę o tłumaczeniu, że najmocniej przypadło mi do gustu zdanie, kiedy jeden facet krzyczy do ogromnego jak Pałac Kultury smoka: "Ty stara gnido!". Uważam, że prawdopodobnie pójdę do kina jeszcze raz i nagram to na komórkę, że dzwonek czy budzik, sam jeszcze nie wiem.

No i teraz rzecz najbardziej ważna: Na ile gwiazdek opiewam film kinowy pt. "Hobbit, że Pustkowie Smauga"? Na początku stwierdziłem, iż dam jedną, za pierwszą część, ale zaraz do mnie wszyscy zadzwonili, że jak to jedną?! Daj więcej, nie bądź gnida, przecież idą Święta, śniegu jak kot napłakał, tylko deszczyk, to chociaż w Internecie będą gwiazdki. Dobrze, więc proszę: *********************************************

Dzięki temu, jeśli na Wigilię będzie ciągle goła ziemia, to wejdą sobie Państwo na mojego bloga i pięknie popatrzą na śnieżne gwiazdki. Wtedy w ten najładniejszy wieczór w roku będziemy razem. Smacznego karpa!

PS. Chciałbym jeszcze dodać coś ciekawego, że w "Hobbicie..." występują orzechy włoskie. Kto je znajdzie na ekranie, ten jest bardzo uważny i zazdroszczę mu oczu.

poniedziałek, 16 grudnia 2013
Oldboy. Zemsta jest cierpliwa

Dzień dobry. Szczerze? Dziś z przyjemnością zajmę się interesującym pisaniem o filmie kinowym pt. "Oldboy. Zemsta jest cierpliwa". Byłem na nim wczoraj, ponieważ wykorzystałem, że ogłoszono Święto Kina za 11 złotych bilet. Postanowiłem więc z całej siły kuć żelazo, póki jeszcze miękkie i po napisach od razu pobiegłem na następny film kinowy, ogromnie kolorowy i bardzo błyszczący pt. "Wielki Liberace". Taki to był w sumie "Wielki Gatsby", tylko że mniejszy. Dobrze, czyli przechodzimy teraz, iż omawiam nowego "Oldboy'a". Otóż niech mnie diabli porwą, jeżeli napiszę, że mi się podobał! Bo mi się nie podobał. Pewnie teraz sobie Państwo myślą: "Hm, ciekawe dlaczego mu się nie podobał? Już nie mogę się doczekać, aż się dowiem". Oczywiście, mam swoje całkiem bezlitosne powody. Sam w końcu nienawidzę, kiedy ktoś ocenia filmy kinowe poprzez pryzmat, czy jest on dobry, a może zły, i nie daje na to kompletnie żadnego powodu. A wszystko przecież ma swój porządny powód. Dobrze, nie przedłużam dłużej, tylko się dzielę, o co mi chodzi.

Po pierwsze, ośmiornica. Kiedy sięgam pamięcią w głąb lat do wtedy, kiedy oglądałem "Oldboy" z Korei, to największe przerażenie dała mi scena o ośmiornicy z całej siły zamykającej gardło człowiekowi-aktorowi. Tak się w to wciągnąłem, że poczytałem później wiele książek o innych morderczych zwierzętach. Wynotowałem np. że więcej ludzi morduje w swoim życiu jedna meduza z Australii, niż jeden rekin z Ameryki. Albo że najbardziej niebezpiecznym owocem na świecie nie jest wilcza jagoda albo pokrzywa, tylko kokos, który jak się pod nim leży przy palmie, to potrafi kompletnie bez powodu się zerwać i dosłownie spaść! A co wtedy może nam się stać z mózgiem? Jedna miazga z marmoladą, taka jest prawda. Albo na przykład niedźwiedź. Strasznie mało Polaków wie, że jak się w Tatrach przechadza jakąś górą i nagle goni nas niedźwiedź, to co robimy? Oczywiście, że uciekamy, no ale gdzie? Przecież nie na sosnę, bo się do krwi podrapiemy o igły. Na dół pędzimy z górki! Niedźwiedź ma z przodu krótkie łapy i się do cna poplącze i sturla aż na dno doliny. I o tym powinni uczyć w szkole, a nie ciągle te opisy przyrody z "Nad Niemnem", w których nie występuje nawet jedna głupia mucha! Tak jak w nowym "Oldboy'u". Gdzie jest ja się pytam, przynajmniej jedna głupia ośmiornica? Odpowiedź zaraz pod zdjęciem, które jak ktoś mu się mocno przyjrzy, to też dostanie wyjaśnienie zagadki.

Ośmiornica w nowym "Oldboy'u" jest w akwarium! A jej przecież miejsce w tym filmie powinno być gdzie indziej, przede wszystkim w gardle gdzie morduje lub chociaż na stole, lub na szafce. Ale nie w akwarium, litości! Tam, to sobie może hasać rybka albo roślinka. Albo ślimak. Eh. I tak to jest z tymi amerykańskimi przeróbkami, niby krew się leje jak z cebra, ale jak trzeba po męsku pokazać mózgową miazgę, to dają ośmiornicę za szkłem, jak w muzeum. Nawet nie wiadomo, czy ta ośmiornica jest prawdziwa czy sterowana sztucznie, bo widzimy ją od dołu przyklejoną do szyby, jak sobie rozkraczona na wszystkie strony świata smacznie śpi. Spać, to sobie może stary niedźwiedź panie Spike'u Lee. Przynajmniej straszny. Do widzenia.

P.S. Poza tym ta cała ośmiornica, to może być zwykła, wyrzeźbiona guma. 

 

Tagi: Oldboy
14:22, kukok
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 grudnia 2013
Igrzyska śmierci: W pierścieniu ognia

Szczerze? Darzę wzajemnym szacunkiem taki filmy, jak "Igrzyska śmierci: W pierścieniu ognia". Robię to dlatego, że lubię je wszystkie dokładnie oglądać. Znam już ich w sumie tyle, iż kiedy jestem w kinie na jakimś następnym, to jest on dla mnie niczym ryba w wodzie. Dosłownie. Dlatego nie będę teraz się nigdzie szczypać,  tylko walnę wszystko jak prosto z mostu o nowym filmie kinowym, który opowiada nam piękną historię z potężną wojowniczką zaklętą w zwykłe ciało, co jakby postawić je obok tam kogoś, to by się nawet nie zauważyło, tylko przeszło do sklepu, albo na jakiś spacer. Czy coś Państwu ta sytuacja przypomina? Oczywiście, że Meryl Streep przypomina Państwu ta sytuacja. Ona też kiedyś była nie do zauważenia przez nauczycieli w szkole albo kolegów na korytarzu, a teraz proszę, jaka dama nam wyrosła. Dama nad damami! Zapraszam teraz do oglądnięcia zdjęcia, a jeżeli ktoś nie ma czasu, to niech go wcale nie zauważa, tylko czyta sobie dalej.

Zdjęcie było ciekawe, kto go nie zauważył, niech żałuje. Ale spokojna głowa, będzie jeszcze jedno, tylko trzeba trochę wcześniej poczytać. Zatem te całe "Igrzyska śmierci: W pierścieniu ognia". Szczerze? Uważam, że jest to jedna z najlepszych drugich części w życiu na świecie. Były już czasem takie, to prawda, ale znowuż nie są one jakimś tam chlebem powszednim, tylko prawdziwym, drogim ciastkiem. Na przykład zrobiłbym porównanie do drożdżówki z kawałkami jagód, które to owoce w danym roku mają nieurodzaj i są drogie albo wcale. Dlatego apeluję, że doceniajmy. Mamy w tym pięknym obrazie znakomite osobowości z ogromnego świata aktorów, że podam następujące imiona i nazwiska: Woody Harrelson, Philip Seymour Hoffman, Stanley Tucci, Donald Sutherland oraz inni. Możemy sobie również dokładnie popatrzeć na znakomitą osobowość ze świata o muzyce, czyli Lenny Kravitz. Co bardzo ciekawe, moją uwagę zwrócił w filmie na siebie pociąg - jeździ on szybko, ma czyste okna i nie staje w bezludnym polu. Chciałbym takim pojechać do domu na Święta. Albo z domu, jak będę wracać ze Świąt. Jednak jeżeli ktoś nienawidzi zimy jak jakiegoś psa, to niech wie, że w "Igrzyskach śmierci..." występują również błękitna woda oraz palmy, pod którymi wspaniale jest leżeć. Tylko trzeba mocno uważać na kokosy, jak taki bowiem spadnie, to może z łatwością złamać nam coś, w zależności gdzie uderzy. Często kokosy łamią ludziom głowy. Komu spadł, ten dobrze wie.  A teraz zdjęcie.

I już z powrotem, witam pod ostatnim zdjęciem, powoli zbliżamy się do końca tej srecenzji. Pozostało mi tylko napisać coś jeszcze, a potem serdecznie zdradzę na ile gwiazdek opiewam ten film. Z kolei wydaje mi się, że temat wyczerpałem już do dna, dlatego resztę srecenzji pominę milczeniem i ładnie dodam, że drugie "Igrzyska śmierci..." uważam za przeze mnie opiewane na jakieś trzy gwiazdki: ***. Do widzenia. 



poniedziałek, 02 grudnia 2013
Camerimage 2013

Dzień dobry. Dziś dla wyjątku obrobię temat festiwalu, na którym każdy może znaleźć coś dla siebie, a już najbardziej, jeśli umie trzymać ciężką kamerę. Pewnie byle głupi wie, że chodzi mi o Camerimage, co jest przecież w tytule, a i wyraz "kamera" w poprzednim zdaniu wyraźnie podpowiada ten temat. Szczerze? Poocierałem się w Bydgoszczy o całe multum różnych gwiazd. Pod koniec festiwalu aż miałem na niektórych ubraniach niezłe dziury od tarcia. Jednak dziur tych nie będę cerować, albowiem mają one dla mnie wielką wartość wewnętrzną, a pewnie i zarobię na nich niemało. Np. sweter z dziurami od ocierania się w tłumie o Ricka Cartera, słynnego człowieka, co ma 2 Oscary ze scenografie do "Avatara" i "Lincolna" oraz zrobił ogromną masę filmów, które zna każdy, a jak nie zna, to niech się porządnie wstydzi: film o dinozaurach, o dziurze w brzuchu albo o słynnym samochodzie, co w pierwszym scenariuszu był lodówką (ten, kto to zgadnie, jest całkiem, całkiem). Uważam, że sweter ten pójdzie za jakieś 199,99 zł., ale będę usiłować za drożej.

Słyszałem również różne plotki z pierwszych ust że Brad Pitt coś tam, i żona jego też, albo że Michael Fassbender coś innego, albo Eva Mendes, czy Ryan Gosling Jr. Niestety obiecałem, że nikomu nie powiem, więc nie powiem, czyli muszą się Państwo smacznie objeść smakiem. Zdradzę tylko na deser, że łatwo to te całe gwiazdy wcale nie mają. Proszę mi uwierzyć, nie ma im czego zazdrościć.

Widziałem również Johna Turturro oraz że Andrzej Chyra był niewyspany. Dobra, to teraz żaba i dalej napiszę, jakie filmy festiwalowe leciały na Camerimage 2013.

"Nebraska" - świeży jak ciepły pączek z wiśnią film Alexandra Payne'a, co skręcił kiedyś bardzo ważnych "Spadkobierców" i "Bezdroża", jakby ktoś nie wiedział. Jest "Nebraska" i do śmiechu, i nie do śmiechu, ma czarno-białe kolory i opiewam go na najwyższą ocenę z 4 gwiazdkami ****. Takiego grania aktorskiego, to nie widziałem sam nie wiem od kiedy, a dialogów takich to nie słyszałem też od sam nie wiem kiedy. Ludzie w Polsce też nie wiadomo kiedy to wszystko usłyszą i zobaczą, bo nasi dystrybutorzy sami nic nie wiedzą. 

"All Is Lost" - film o człowieku i jego jachcie, którzy dzielnie walczą z tragiczną burzą, z wodnymi falami wielkimi jak arbuzy i że nikogo nie ma na pomoc, bo to w końcu środek oceanu. Człowieka gra tutaj nie byle kto, bo sam najsłynniejszy na świecie Robert Redford. Reżyser nazywa się J.C.Chandor i przepięknie zrobił wcześniej "Margin Call", który warto oglądać naprawdę w kółko, gdyż w Polsce będzie można zobaczyć "All Is Lost" nie wiadomo kiedy.

"Dallas Buyers Club" - u nas w kinach od 14 marca. Hura! Gra tutaj bardzo chudy i chory Matthew McConaughey, który jest do istnego niepoznania. Kto jednak myśli, że będzie w kinie płakać jak bóbr, to niech się nie zaskoczy, bo właśnie że nie będzie! Za to będzie robić co innego, np. zatychać dech z tych całych nerwów albo śmiać się w głos. Albo wyjdzie z kina, jak się nie zna na filmach. Daję więc piękne 3 gwiazdki, proszę: ***.

"12 Years a Slave" - polski tytuł, jak sama nazwa wskazuje, to "Zniewolony". Trzy gwiazdki proszę bardzo: ***. U nas w kinach już 31 stycznia. Jest to kompletnie najnowszy film Steve'a McQueena, tego od "Wstydu" i "Głodu" i powiem Wam, że na nim to można sporo płakać, i to łzami szerokimi jak rzeka Wisła. Dlatego chusteczysko jest w posiadaniu bardzo ważne oraz przynajmniej jedno butelcisko wody, co by nie wywodnić oczęt i nie ususzyć ich na Saharę.

A teraz najwyższy czas na zdjęcie z "Nebraski", zapraszam do popatrzenia na nie.

Pani w środku, aktorka June Squibb jest w "Nebrasce" taka, że aż nie wiem, jak to napisać. Uważam, iż gdybym miał wtyki, dawałbym jej co roku Oscara.

"Inside Llewyn Davis" - u nas ten gitarowy film ma tytuł, jak pewnie każdy głupi już wie: "Co jest grane, Davis?". Zrobili go bracia Coen i powiem tak: może to być przebój, a może nie być, nie wiadomo. Jak ktoś lubi takie filmy, to się spodoba, a jak ktoś nie lubi, to się nie spodoba. Ja tam daję mu 3 gwiazdki, bo mi się podoba, proszę: ***.

I to by było na tyle, prawda? Inne filmy również były fajne, no ale bez przesady, nie będę o nich od razu wszystkich pisać. Dodam tylko bardzo ciekawe zdanie na koniec, iż Hanna Lis jak prowadziła galę zamykania festiwalu, to miała ładne poczucie humoru. Kto widział, ten wie. Do widzenia.