luksusowy blog filmowy



Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl
RSS
czwartek, 27 grudnia 2012
10 najgorszych filmów roku o numerze 2012

Teraz, na sam koniec roku o numerze 2012 chciałbym, że podam Wam najgorsze filmy kinowe, co były wyświetlane od stycznia do teraz. Taką ankietę zrobiłem w Święta przed różnymi kinami w calutkiej Polsce i zapytałem prawie 6 tysięcy całkiem różnych ludzi. Od dzieci do babć i dziadków. Od kobiet do mężczyzn. Od takich do siakich i owakich. I patrzcie, co mi wyszło.

Podaję filmy od najgorszego do najbardziej najgorszego:

10. Szpieg - film, w którym nikt nic nie wie, a nie jest czeski, tylko przecież z Wielkiej Brytanii. Chodzą oni tylko i mówią, sami nie wiedzą o czym, nie wiedzą kogo mają szukać, nie wiedzą kto zabija, nie wiedzą kto kim jest. Nic nie wiedzą. No, to kto ma wiedzieć? Ja?! Czy scenarzysta do licha jasnego! I jeszcze ten cały Gary Oldman, że ma cały czas tak cofniętą żuchwę, przecież to go musiało strasznie boleć tak chodzić ciągle! Aż mnie zaczęło strasznie boleć. Okropny film. O-krop-ny!

9. Mroczny Rycerz Powstaje - te wszystkie maski na twarzach, to się nie znudziło wam w tym waszym nienormalnym Hollywood? A potem się dziwicie, że coś tam, sami nie wiecie, co. A idźcie tam, z tymi waszymi maskami. Dość już mam, rozumiecie? Dość!

8. Nietykalni - Widziałem jeden film z Francji, nazywał się: "RRRrrrr!!!". To był mój pierwszy film francuski i nigdy więcej nic już nie zobaczę z tego kraju. Dobrze, że w Paryżu wcześniej byłem, bo już bym nie pojechał. Wieża Eiffela, pfff...

7. Skyfall - I to ma być Bond? Co to za Bond, że zamiast normalnie wielki finał na końcu z porządną rakietą albo bombą atomową, że prawie ma być wybuch, to jest jakaś głupia chatka w lesie? Czy ja kupiłem bilet na, z przeproszeniem, "Piątek trzynastego" albo "Dom nad jeziorem"? Czy na Bonda? Czy po prostu na co?!

6. Miłość - Haneke to moim zdaniem jest reżyser, że jego filmów to ja nie lubię. I kropka. Smutne wszystkie robi, jakby mało było nieszczęść na tym naszym biednym świecie. A przecież zdarza się, że czasem nawet w biednej Afryce zaświeci wesołe słoneczko i wtedy się idzie na łąkę szybko szybko nim zajdzie, idzie się hasać cały dzień. Calutki! A Haneke, to co nowy film, to coraz bardziej nie hasa. I nie, i nie. I teraz, to już kompletnie przestał na Amen.

5. W ciemności - Podobno w tym filmie różni wielcy aktorzy robią różne wielkie rzeczy. Małe też czasem. Albo średnie. Tak, średnie też robią. Tylko, że no i co z tego, jak tu nic nie widać?!

4. Jesteś Bogiem - Byłem na tym filmie całe mnóstwo razy, sam nie wiem już ile. Może 30, może 90, no do znudzenia. A może i ze 110. Na początku taki był fajny, taki ciekawy, patrzcie go! A potem? Pfff... Tra-ge-dia! Dobrze Wam mówię, nie oglądajcie tego filmu do znudzenia, bo zobaczycie, szkoda czasu, naprawdę.

3. Obława - No i tu tak samo. Albo to, albo tamto, sami nie wiedzą co i gdzie. A jak w końcu może być, czy że będzie, to zaraz ktoś tam coś i od razu biegnie i już go nie ma. A dlaczego chociaż na chwilę nie pozwolił reżyser jakoś inaczej tym razem? Co? No dlaczego, ja się pytam? Czy to zawsze już tak będzie z polskim kinem?

2. W paszczy rekina - o rekinach filmy, to już daaaawno przestały być modne i z jakimś inteligentnym sensem. Daaaaawno. Więc po co je robić? Daaaaawno.

1. Wstyd - Jest to film z pięknymi zdjęciami, że pięknie grają aktorzy, że jest taka piękna dla ucha muzyka, że jest piękny scenariusz, piękne w ogóle wszystko, tylko że nie ma najważniejszego, co w nawet najprostszym filmie jest zawsze i co każdy głupi, co by robił film, to by to wsadził od razu do filmu. I każdy inteligentny człowiek na tej planecie wie, o co mi chodzi, dlatego nie będę robił z siebie głupka i o tym pisał.

Tak więc uroczyście opiewam rok filmów 2012 za zamknięty. Teraz jestem cały ciekawy, co będą nam nasze kochane ekrany pokazywały w roku z numerem 2013. Ciekawe, co? Już się nie mogę doczekać, aż zobaczę.

sobota, 22 grudnia 2012
Hobbit: Niezwykła podróż *

To jest przecież bez normalnego sensu! Takie samo było już przecież z "Gwiezdnymi wojnami". Pamiętacie? Najpierw, że my to chcemy jedną część tylko zrobić, jedną malutką, a potem sobie zrobimy film o zupełnie czymś innym. Tylko, że potem przyszła koza do woza i co? I nakamerowali następną część. I znowu. I znowu i znowu! A potem od początku wszystkie puścili, że dodali nowe statki kosmiczne i bardziej kolorowe chmury, bo niby lepsze komputery do efektów są teraz. Pff.. A weźcie się z tymi wszystkimi częściami trzepnijcie w łeb! Ile można w koło to samo w kinie lecieć?! Ile ja się pytam?! Tak jak z takim filmem pod słynnym tytułem "Titanic". Zatonął statek Titanic? Zatonął! Wszyscy dokładnie to widzieliśmy na oczy, i Ty, i ja. Ładnie sobie leżał statek, spokojnie. Ale nie, przecież trzeba jeszcze raz zatopić w 3D, jak jakąś szarą tratwę, tfu! A wiecie, że teraz będzie "Jurajski Park", taki sam, tylko 3D?! Ludzie! Ale w sumie na "Jurajski Park" to pójdę.

No więc dziesięć lat temu był "Władca pierścieni", od razu 3 części zrobili, ok. Niech będą 3. Są w końcu 3 książki, to muszą być 3 części, żeby było po równo. Zrobili, obejrzeli wszyscy w świecie i był spokój. Potem różne filmy w kinach leciały, nikt nic nie wie i nagle co? "Hobbit"! I to dopiero pierwsza część! A w wywiadzie Peter Jackson mówi, a bo my tutaj musieliśmy zbudować cały ten nowy świat, i tyle ludzi w tym świecie, że jeden film, to za mało. Sraty pierdaty, takie kity to możecie wciskać na pewno nie mi. Gdyż ja rozwiązałem Waszą przeklętą tajemnicę. I wiem, dlaczego tak się dzieje, że rozdzieliliście na 3 części "Hobbita", jak jakiś siwy włos na czworo! A skąd wiem? Ponieważ po prostu nie umiem próżnować. Jeżdżę co raz na słynne filmowe festiwale, gdzie się skradam i podsłuchuję filmowców, jak szczwany krytyk. Całkiem niedawno, a widzę to normalnie jak dziś, że to jakby było dziś, przed chwilą. Więc całkiem niedawno na takim słynnym festiwalu skradłem się, że obok stał za kwiatem w donicy, krzakiem dracenowym Peter Jackson, wiecie, reżyser "Hobbita", takiego filmu. Stał ze Stevenem Spielbergiem i Martinem Scorsese, takimi reżyserami z USA. Nachylam ucho, a on mówi...

...mówi: Ty wiesz, Steven Spielberg i ty Martin Scorsese? Wy, to tyle już napierdoliliście tych filmów, a starzy jesteście jak ja. Unfortunately ja ich tak mało napierdoliłem, bo wy więcej. Co ja wypuszczę jeden, to wy 8. Albo jakieś kurwa piętnaście. To ja teraz zrobię, że dojebię na raz trzema "Hobbitami", o! I co wy na to? Fujary obsrane?! On nie może tak do nich kląć, sobie myślę! Wyskoczyłem zza dracenowej donicy i go z całej siły popchnąłem, aż się przesunął! I wyrzucili mnie z festiwalu, że przesuwam Petera Jacksona. Fujary obsrane. No i teraz już znacie prawdę. Taka ona jest. Niech więc ją wiedzą i Wy, i inni. Wesołych Świąt! 

Tagi: hobbit
03:16, kukok
Link Komentarze (7) »
czwartek, 20 grudnia 2012
Atlas chmur ****

Nie napisałem srecenzji już z jakieś bardzo dawno temu. Miałem po prostu dosłownie ukrop z różnymi rzeczami, mówię Wam. Byłem i tu i tam, chyba z milion filmów nowych oglądnąłem. Nawet nie wiedziałem, że aż tyle jeszcze ich jest. Ale teraz już wiem. Ale wtedy jeszcze nie wiedziałem. Ale już wiem.

Film kinowy, który chciałbym dzisiaj poruszyć nazywa się mianowicie "Atlas chmur". Bardzo jest już  słynny  w  świecie,  zresztą  chyba  każdy  inteligentny  człowiek o nim słyszał. Występują w nim różne gwiazdy, taki dajmy na  to Tom Hanks,  czy weźmy  taką  Halle Berry chociażby. I teraz obrobię Wam jeden temat, otóż że myślę, iż "Atlas chmur" jest trochę jak "James Bond", a nawet od niego o niebo lepszy. A wiecie dlaczego? Jeśli nie wiecie, to czytajcie dalej, mówię Wam!

Otóż  wszystkie  "Bondy"  są  takie,  że widzimy  a to San Francisco,  a to Filipiny, a to Bangkok, a to Moskwę, a to tu, a to tam i siam. Nie tylko kupujemy bilet do kina jak idziemy na nowego "Bonda". Tak naprawdę, to kupujemy bilet w piękną i zachęcającą podróż dookoła naszego pięknego świata. I zachęcającego. Dlatego warto chodzić do kina, bo można podróżować, i to bez bagażu i tego, że stewardessy  na początku wychodzą nagle jak w teatrze i pokazują sztuczki z pasem bezpieczeństwa i maską tlenową. Nie lubię tego momentu, albowiem mi ich szkoda. Przecież stewardessy nie są aktorkami, ludzie! A już raczej na pewno nie są weźmy taką Halle Berry! A muszą występować dla tylu ludzi, a oklasków dostają zero. Tyle co kot napłakał. Tylko piloci, których nawet nie widać. Biedne.

Tak więc niż na lotnisko, to lepiej iść do kina na jakąś wspaniałą podróż. Na taki właśnie "Atlas chmur". Za  śmiesznie  małą  cenę  zabierze  on nas w długą podróż dookoła naszego pięknego świata. I zachęcającego. I tu właśnie jest jeden ważny smaczek. Pewien sęk pogrzebany, niezauważalny przez ludzi, co jedzą popcorn. Bo "Atlas chmur" bierze nas w podróż nie tylko dookoła świata. Co to, to nie. Pff.. Tak, to nas "Bondy" biorą od bez jakiegoś mała pół wieku. Otóż "Atlas chmur" bierze nas w podróż dookoła... czasu! I więcej nie powiem. Żaden samolot Was tak nie weźmie. Nawet ten cały dreamliner, co niby taki wielki, a jak przychodzi co do czego, to nic nie umie. Także jak sami czytacie, jest to porządny film, zrobiony na bogato. Dlatego daję mu 4 gwiazdki.

A dźwięk opiewam w tym filmie kinowym normalnie, bo w sumie jak się tak porządnie zastanowić, to nic nowego nie usłyszałem. Czyli 2 gwiazdki. No dobra, 3: ***