luksusowy blog filmowy



Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl
RSS
niedziela, 11 listopada 2012
Pokłosie

Każdy głupi dobrze wie, że filmy nasze polskie, jeśli tylko chcą być filmami porządnymi i z jakimś sensem, to potrafią i robią to po prostu ewidentnie. Były już przecież nakręcone właśnie takie. Niektóre to zupełnie dawno, a część natomiast całkiem niedawno, prawie że wczoraj. Mógłbym napisać wręcz, że te najnowsze, co widziałem dobre filmy polskie, to pamiętam je, jakby one były dokładnie dziś. Tylko, że widzicie, one w moją głowę tak głęboko się wkopały, bo jest ich po prostu mało! Dużo znam bardzo dobrych filmów amerykańskich ze Stanów Zjednoczonych, albo europejskich z Włoch, czy chociażby z tej całej Francji. Ale nie pamiętam ich jak dziś, bo jest ich za dużo. A głowę mam przecież nie jak dynia, wielką i bez dna, ale normalną, więc mogę chyba po ludzku coś zapomnieć. Także tego. To napiszę więc dzisiaj o tym dobrym kinie polskim. Będzie mało tekstu, bo jest mało takich filmów.

"Jesteś Bogiem" - to już pisałem srecenzję wcześniej, więc wiadomo. Tylko jak później w końcu obejrzałem ten film, to się okazało, że wcale nie jest taki dobry, jak pisałem. Bo na przykład jest tak, że facet w domu siedzi, wstaje, ubiera się, otwiera drzwi, wychodzi, zamyka drzwi, wychodzi z bloku, podchodzi do samochodu, szuka kluczy, otwiera drzwi, wchodzi, zamyka, włącza silnik i jedzie. No trzymajcie mnie! Ja już nie chcę marnować nigdy więcej czasu na coś takiego! Czemu nie można zrobić, że jest w domu, a potem od razu jedzie??? Czy ja jestem taki głupi, że pomyślę: "Ale jak on to zrobił???". Jestem ewidentnie inteligentnym widzem, jak każdy Polak! Dlatego dałem sobie postanowienie, i to pisemne, że od teraz, jak mi się film nie będzie podobać, polski czy nie polski, to już nigdy się nie zmuszę, żeby do końca obejrzeć, tylko po prostu wyjdę z kina, albo wyłączę. I "Jesteś Bogiem" wyszedłem z kina.

"Bez wstydu" - jest to film kinowy, na którym nie byłe w kinie, tylko obejrzałem go w domu. Bardzo są ładni aktorki i aktorzy, pięknie seksowni i spoceni, ale tutaj też nie obejrzałem do końca. I nie chciało mi się nawet myśleć, dlaczego go wyłączam.

"Pora mroku" - jest to film, który może i straszyć, a może i nie straszyć. Ale raczej nie. Więc też go wyłączyłem, i to zaraz na początku, bo się bałem, że mnie nie przestraszy.

"Pociąg" - jest to film, który za każdym razem, jak go oglądam, to do samego końca. Do samego Helu z nimi jadę!

"Krzyżacy" - jest to film, który za każdym razem, jak leci w telewizji, to nie oglądam do końca, tylko wychodzę do kuchni pomagać mamie robić obiad świąteczny, bo popołudniu zawsze przychodzą babcia i dziadek. Ale wiem, jak to było z tą bitwą, bo w szkole miałem historię.

"Miś" - jest to film, który za każdym razem, jak jego trafiam w telewizji, to od środka, więc nie wiem jak się zaczyna. To znaczy wiem, bo czytałem. Ale koniec zawsze oglądam. Więc mogę napisać, że oglądam go zawsze do końca.

"W sypialni" -  jest to film, który obejrzałem od początku do zupełnego końca. I to nie dlatego, że jest ewidentnie krótki, bo składa się z jakichś 80 minut tylko! Zostałem ładnie zaciekawiony i sobie różne pytania zadawałem w środku moim, w mojej głowie, że ciekawe, kim ona jest ta cała Edyta? A może jest bezdomna albo coś? Ciekawe, czy tak jak ja lubi kalafior z bułką tartą? I czy widziała już "Pokłosie"? Bo ja nie. Idę jutro, albo pojutrze. Ciekawe, ile dam gwiazdek?

a zdjęcia wziąłem z: prlki.blogspot.com, artbiznes.pl, pinger.pl, film.blog.polityka.pl