luksusowy blog filmowy



Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl
RSS
czwartek, 07 lutego 2013
Drogówka ****

Teraz chciałbym, że napiszę o "Drogówce", filmie o nie byle kim, bo o polskich panach policjantach i to chyba dlatego znajduje się on na prawie każdym języku w naszym kraju. Jest to film zupełnie świeży, miał premierę ledwo co, więc jest to, umówmy się, taka świeża bułeczka do schrupania w sam raz. Gra w niej ogromna plejada, w której są aktorzy bardzo, ale to bardzo znani oraz nieznani nigdzie prawie, a jeśli już, to gdzieś daleko, gdzie mieszka tylko babcia pod chatą i jej krowa.

"Drogówka" to film kinowy dla kompletnie wszystkich, albowiem zrobiony jest z momentów i do szerokiego śmiechu, i do mokrych, ale to mokrych łez. Czyli wychodzi na to, że jak obejrzeć ten film bez odpowiedniego pomyślunku, to jest on taki, jak wiele innych polskich filmów. Ale, ale, czekajcie! Bo wiecie, co? "Drogówka" ma takie jedno coś, czego wszystkie inne polskie filmy nie mają. To znaczy, ona jedna ma w sobie wszystko to, co jest w innych wszystkich polskich filmach! Niezłe, nie? To teraz nawymieniam przykładowe te właśnie rzeczy, ale z reguły te główniejsze.

Rzecz 1. - błoto i kałuże - porządne polskie błoto, jak na jakiś florydzkich bagnach i kałuże, dajmy na to na Pradze na podwórku, bardzo głębokie kałuże, z dziećmi w nich, co grają w futbol. 

Rzecz 2. - Warszawa - jeżdżą ciągle po niej panowie policjanci. Widzimy ją prosto z niebieściutkich radiowozów, bardzo znaną i zupełnie nieznaną, że aż nie wiedziałem, że są w naszej Warszawie garaże i mosty, których nigdy nie pokazali w filmach polskich.

Rzecz 3. - przekleństwa, zupełnie wulgarne, nie tylko na litery "k" i "p" albo "ch", ale wiele innych różnych wulgarnych wyrazów, czasem zupełnie nowych, nawet na takie rzadkie litery jak: "dź", "ą", czy "ó".

Rzecz 4. - cycki - jest ich dużo, często gęsto można je sobie dokładnie zobaczyć, czyli jak ktoś ich nie widział jeszcze, to koniecznie niech kupuje bilecik!

Rzecz 5. - Andrzej Grabowski i Marian Dziędziel i Marcin Dorociński i Eryk Lubos i Izabela Kuna - bardzo dobrzy aktorzy, czyli pewnie dlatego można na nich tak często gęsto kupić i tu i tam i siam jakikolwiek bilecik.

Rzecz 6. - pijany poseł - a jaki ma być? Też bym ich tylko pijanych pokazywał, jakby mi kamerę dali.

Rzecz 7. - że aktorzy mówią i mówią, a ja ich nie zawsze rozumiem. Ale odkryłem dzisiaj, dlaczego w filmach polskich tak jest. Dlatego, że nasza kinematografia jest kompletnie biedna! Jak jakaś mokra mysz pod szarą miotłą! Więc kiedy nie wysłyszysz wszystkiego w kinie, to rachu-ciachu i kupujesz drugi raz bilet, żeby zrozumieć lepiej. A wtedy film zarabia nie raz, ale aż dwa razy. A jak ktoś głuchy, to i trzy. I kino polskie robi się coraz większe, większe i po prostu bogatsze, tak że możemy na przykład dać 2 miliony złotówek na "Bitwę pod Wiedniem". Dlatego dźwięk w tym filmie opiewam na milion miliardów gwiazdek. 

Uważam więc, że film kinowy "Drogówka", jest to film, na który zupełnie warto kupić bilecik. Papa!