luksusowy blog filmowy



Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl
RSS
piątek, 11 stycznia 2013
Sęp ****

Wyraz: SĘP znaczy wiele rzeczy. Ale nie będę pisać o wszystkich, ludzie! To nie encyklopedia, tylko blog o filmach kinowych. Tak więc sępy są to przede wszystkim ptaki, u nas w Polsce absolutnie nieznane. Jednak wystarczy mieć trochę oleju w głowie i pójść do zoo, żeby zobaczyć, jak ten cały ptak wygląda i o jakich jest kolorach. A o jakich jest kolorach? O siwych. Jest to bardzo szary ptak o siwym kolorze, który je zszarzałą padlinę, czyli że sęp to ptak nudny i pospolity jak zwykły siwy zjadacz szarego chleba. I teraz wziął reżyser imię tego ptaka Sępa, że dał na tytuł swojego filmu: "Sęp". Zupełnie tak, jakby chciał powiedzieć: Wiecie widzowie, co? Nie idźcie na ten mój nowy film. On jest taki szary, siwy i nudny jak ten cały ptak. Ja, to tam się w sumie nie znam, jak robić filmy. Ja to tylko jestem dyrektorem teatru. Do widzenia. Ale, że co się okazuje? Że to kłamstwo, taki szczwany myk dla reklamy, bo film nie jest ani siwy, ani szary, tylko kolorowy jak dosłownie nie wiem, co. Jak jakaś rajska papuga!

Tak więc rozpracowałem dla Was tytuł. Czyli, ustaliłem, że jest kolorowo, a to znaczy, że dużo się dzieje. Dajmy na to przykładowo: Michał Żebrowski w "Sępie" sobie idzie i idzie i nagle... stoi. I rachu-ciachu nagle stoi zupełnie gdzie indziej! A potem, i tutaj to aż się można wystraszyć, bo zaczyna stać gdzieś aż tam!!! Muszę Wam się serdecznie przyznać, że nigdy czegoś takiego w polskim kinie nie oglądałem, tylu różnych stań. Bardzo, ale to bardzo mi się one podobają. Wszystkie! Poza tym, również urzekły mnie do cna te całe konie. One te konie z Anną Przybylską są bardzo metaforyczne, i aż strach się przyznać, co myślą Widzowie, jak je ona tak czesze i karmi i cmoka, że mają już iść spać się kłaść. A weźmy jeszcze, że Żebrowski ma kota! Czyli mamy Annę Przybylską, konie i kota. Każdy, kto ma choć trochę inteligencji domyśli się, o co tu chodzi.

Rozważę jeszcze parę rzeczy, że zostałem przez nie urzeczony do absolutnego cna. A więc, żeby Państwa już puścić do tych kin, gdzie "Sęp" leci, to krótką listę pokażę z rzeczami w tym filmie do zwrócenia uwagi na zupełne urzeczenie:

- Stadion Narodowy, taki piękny,

- piękne ulice Warszawy, takie piękne,

- Daniel Olbrychski, nasz najsłynniejszy na świecie kochanek przepięknej Angeliny Jolie i przyjaciel Kirka Douglasa,

-  piękne oczy Michała Żebrowskiego, że jest w nich nieskończoność do patrzenia,

- a pani, co siedziała obok mnie powiedziała, że Żebrowski mówi tak, że mu nie widać zębów, 

- piękne jest w "Sępie" również osiedle z dużym, błyszczącym luksusem, gotowe do zamieszkania przez Ciebie, mnie i wszystkich Polaków. Polecam!

Także sami widzicie, że jest to nie siwy ani szary, ale pełen kolorów film, i to nie dwóch czy trzech kolorów, jak u szarego Kieślowskiego, ale jak u najsłynniejszych malarzy, u Matejki albo Nikifora, wszystkich kolorów pod naszym pięknym Słońcem, co one pod nim sobie istnieją. Do widzenia.

Natomiast dźwięk opiewam w tym filmie pięknie. Tylko czasami, albo czasami często (ale to rzadko) nie można było zrozumieć, co kto mówi. Ale potem to kilka razy powtarzali, więc wszystko cacy.

czwartek, 03 stycznia 2013
Supermarket **

Jest w końcu na naszych polskich ekranach film kinowy polski, który nie jest taki, że musimy się wstydzić go oglądać, i że jak przyjeżdża do nas rodzina z Francji, albo z Niemczech, albo z Ameryki, to że udajemy, że ten film w ogóle nigdzie nie leci, że to lecą tylko filmy francuskie, czy jakieś inne, albo "Popiół i diament". Czyli, że z "Supermarketem" nie jest tak zupełnie źle. A czemu? No właśnie! Postawiłem uważam bardzo mądre i inteligentne pytanie: Czemu z "Supermarketem" nie jest tak zupełnie źle? Temu, że jest to film o jednej bardzo podobnej rzeczy do kilku innych filmów, znanych na całym naszym świecie od sam nie wiem już właściwie kiedy. Ta podobna rzecz nazywa się, że jest mało miejsca i wszyscy są razem. Prawda? Taka to właśnie jest rzecz. To teraz zobaczcie, jak ją zrobili w innych, tak czy siak jednak lepszych filmach.

"12 gniewnych ludzi" - każdy, kto ma choć trochę normalnego oleju w głowie zgodzi się ze mną, że jest to najmądrzejszy przykład filmu z małym miejscem. Trochę czarno-biały, ale to nic, mówię Wam. Także jak nie oglądnąłeś tego filmu, to koniecznie udawaj, że go widziałeś! To wielki wstyd go nie widzieć. Bardzo wielki.

"Budka telefoniczna" - ten z kolei film jest u nas słynny, bo zrobił go były mąż Alicji Bachledy-Curuś. Nie do końca on tu pasuje, bo miejsca, jak się mocno zastanowić, to trochę tam jest, nie, że tylko budka. No, więc właśnie. Ale, że polski mocny akcent, to go tutaj dałem, żeby wszyscy wiedzieli, że Polacy nie są jakieś tam nienormalne gęsi. 

"Obcy" - tutaj z kolei mamy mało miejsca na statku kosmicznym. W sumie można się ze mną kłócić, jak ktoś bardzo chce, że za oknami mają wielki kosmos, to jakie znowuż mało miejsca?! Tak? To bądź taki mądry i wyjdź sobie w ten kosmos na spacerek, to od razu zobaczysz, co się stanie. Od razu! Obcy wyszedł i co się z nim stało? No! Więc jest mało miejsca, a kosmos się nie liczy.

"Łódź ratunkowa" - a tutaj siedzą wszyscy razem na łodzi jak na tureckim kazaniu i czekają, aż ich ktoś łaskawie uratuje. Ten film kinowy zrobił Hitchcock, taki reżyser. Jest on czarno-biały i nie znowuż taki głupi. No i jest bardzo, ale to bardzo mało miejsca. Ociupinkę w zasadzie. W sumie można się ze mną kłócić, jak ktoś bardzo chce, że przecież za burtami mają wielki, ale to wielki ocean, to jakie znowuż mało miejsca?! Tak? A widziałeś Ty "Szczęki"? No. Więc jest mało miejsca, a ocean się nie liczy.

"Pogrzebany" - uważam, że jest to film, w którym jest najmniej miejsca na całym naszym wielkim świecie, ale przecież takiej małej drobince w tym wielkim jak nie wiem co kosmosie. Nie ma innego filmu, że ma mniej miejsca. Jest jakiś inny? Nie ma! A jak jest, to się nie liczy.

"Titanic" - to z kolei jest film kinowy, w którym jest najmniej największego miejsca na świecie. Jest statek Titanic, niby nic takiego, ale przecież za nim, pod nim i przed nim, to nie ma już niczego, tylko zimny jak sopel ocean. Tylko w nim, w tym wielkim Titanicu tlą się jakieś serca. I to nie dwa, ale wielkie multum ludzi, że tlą im się serca! W sumie jest to film, że jest najwięcej ludzi z tlącymi się sercami w jakimś małym miejscu, czyli tutaj przykładowo w Titanicu.

"127 godzin" - wszyscy o nim piszą o tym filmie, że mało miejsca. Ale nieprawda, bo za Jamesem Franco, przed Jamesem Franco i nad Jamesem Franco jest dużo. Tylko pod nim niewiele, tyle co w zasadzie nic. Poza tym weźcie sobie zauważcie, że na początku filmu i na końcu, to już w ogóle, wszędzie on chodzi i nic sobie z tego wszystkiego nie robi, także ten film kinowy jest na mojej liście, bo jest na innych takich samych, a ja nie lubię się kłócić.

"Quo Vadis" - i polski film na mojej tutaj liście. Bardzo, ale to bardzo drogi. Jest to film, który ma najdroższe małe miejsca na świecie. Niby oni chodzą i tu i tam po mieście, ale jak się tak porządnie przyjrzeć, to są tylko ciągle w bardzo drogim, bardzo kolorowym pokoju. Ciągle i ciągle. Aż chcę się wyjść na pole potem.

Tak więc, tak to wygląda wszystko razem wzięte. Mam nadzieję, że nasz Nowy Rok o numerze 2013 zaczął się dla Was normalnie i bardzo pięknie i że traficie w nim na same normalne i bardzo piękne filmy kinowe o małych i dużych miejscach. Papa!