|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Kobieta w czerni ***
Ja to w ogóle uważam, że bardzo lubię różne horrory, i nawet jestem miłośnikiem tych jakby nie było, filmów. A już najbardziej to lubię filmy co robią, że mnie straszą, ale tak, że w sumie nie wiadomo, jak one to robią, że straszą, bo nic nie widać. Weźmy dajmy na to taki film kinowy "Ukryty wymiar". Jest to obraz o science-fiction, że tajemnicza wyprawa leci na koniec kosmosu, bo tam zostawił ktoś statek, że nie wiadomo, co się w nim dzieje, nikt przecież nie odpowiada na żadne radio. Pewnie teraz myślicie, że: "pfff... ale straszne.. pfff... to było miliony razy już", że w "Odysei kosmicznej", albo w "Obcym", albo w "Solaris", i też w innych u Lema, ale to książki, to się nie liczy. Tylko, że w "Ukrytym wymiarze" jest raz coś takiego, że oni, ci bohaterowie ratunkowi, są w pokoju i coś wali im w drzwi z drugiej strony. Ale tak mocno, że aż huk jest. HUK! I oni nie wiedzą, co to wali! I się boją. I ja też nic nie wiem, i z nimi też się boję, i to jak sam chuj!
Albo weźmy ten cały "Obcy - decydujące starcie". I tam jest taka scena, co jest tylko w jakiejś tam rzadkiej wersji, bo Cameron jak zwykle ich musi mieć tysiąc pięćset sto dziewięćset, to natrafiłem kiedyś na Polsacie w podstawówce na taką wersję, że oni, ci bohaterowie, stoją sobie w pokoju i za drzwiami są karabiny same, że jak coś się ruszy na korytarzu, to one tratatatata! Zabijają na miejscu. A bohaterowie mają licznik. Nie widzą karabinów, tylko widzą, jak ten licznik idzie, że karabiny wystrzeliły 1 nabój, potem 2, 3, 10, 77, 178 itd. To ile tam tych obcych musi być, to oni aż sami nie wiedzą, tylko się bardzo boją! I ja też nie wiem, i też wtedy z nimi się boję bardzo.
Albo weźmy taki stary ze zmarchami film "the Haunting" z 1963 roku. Taki gitas horror, że aż nie ma teraz takich wcale, a wcale. Szkoda. Jest on ludziach, co są w nawiedzonym domu i tam coś ich straszy, i oni, ci bohaterowie, są w zamkniętym pokoju i nagle coś wali w drzwi, ale tak mocno, jakby walił King Kong wielkim młotem. I oni nie wiedzą, co to wali, bo raczej nie King Kong. I się boją! A ja, to jeszcze bardziej.
Albo "Blair Witch Project". Ja wiem, że Wy go nie lubicie, ale jak byłem w ogólniaku w kinie z klasą, to tak się bałem, że chciałem wyjść, ale było mi głupio przed panią od polskiego. Ale wiecie, czego się bałem najbardziej? Jak oni wyszli z namiotu w nocy, bo takie odgłosy ich obudziły jakichś kamieni, czy coś, i świecili latarką w las, i wołali: "Hello! Is anybody here?!" I żadne body im nie odpowiedziało, tylko ten odgłos kamieni. I widzieli tylko kawałek lasu, bo latarkę mieli na wyczerpane już do cna baterie. A dalej już tylko wielkie ciemno. I właśnie tego, że dalej jest ciemno, i oni nie wiedzą w sumie, co tam w nim jest, i ja też nie wiem, to tego się bałem naj naj najbardziej.
I ta cała "Kobieta w czerni" to trochę w sumie też taka jest, że zupełnie mało widać, a straszy jak nie wiem, co. Jakby za drzwiami coś było, o czym nikt nic nie wie. Czyli, że dobry to film kinowy w sumie. A dźwięk taki sobie, w sumie to nie wiem raczej chyba, to daje mu 2 gwiazdki: ** foty wziąłem z: portail-svt.com, guff-emporium.blogspot.com, imdb.com, ivewatchedit.com, filmfan.pl, sztukahistorii, blogspot.com
piątek, 02 marca 2012, kukok
Tagi:
kobieta w czerni
TrackBack
|
ja to w ogóle myślę, że ten film mimo wielu pieknych metafor, to generalnie porusza tylko jeden, bardzo istotny zresztą problem- problem społeczny- dotyczący kłopotów mieszkaniowych, czy choćby problemów kwaterunkowych natury czysto technicznej. wezmy tu na przykład usytuowanie łazienki i jego wpływ na stan psychiczny głownego bohatera. nie dość, że znajduje się ona w głębi korytarza, który zdaje się nie mieć końca, bo jeszcze zakręca w prawo przecież. to stanowi ona również głowną atrakcję dla reszty lokatorów, którzy zabawiają w niej na okrągło. no, o każdej porze dnia i nocy. i nie ma, żeby normalnie, jakoś tak po ludzku korzystali z tego kibla- co to, to nie. oni się po złości zamykają w tej łazience i przez okno sobie wyglądają do oporu, a jak im się znudzi wyglądanie, to sobie tam rysują po ścianach lub inne takie. robią po prostu wszystko, żeby tylko nie wpuścić naszego bohatera- romana. przez co on jest siłą rzeczy zmuszony do częstego wstrzymywania, co prowadzi do ogólnego zatrucia organizmu przez jego własne, wewnętrzne toksyny, które uderzają w końcu w jego mózg i staje się on przez to zupełnie psychiczny. robi mnóstwo dziwnych rzeczy. wezmy pierwsze z brzegu, że wyrywa sobie zęby i chowa je w ścianie, a następnie przebiera się za kobietę kradnąc jej wszystkie dane osobowe i ciężarowe. pózniej na jej nazwisko wyrabia sobie nowy paszport, szybko zachodzi w ciążę i ucieka w peruce do grecji, bo grecja wydaje mu się jedynym lekarstwem na kłopoty mieszkaniowe, bo słyszał w radiu, że tam mają saloniki. a to dopiero połowa filmu przecież.
sama nie wiem.